rozmowa z HATIFEM JANABI, poetą, tłumaczem, teatrologiem, eseistą
i pracownikiem naukowym Uniwersytetu Warszawskiego
ZBIGNIEW KRESOWATY: Zaprosiłem Cię do rozmowy, w której będziemy chcieli
ujawnić zależności wynikające z transformacji, a nawet przeszczepiania,
polskiej literatury i jej wartości w całkiem odmienną kulturę, w tym
przypadku, do świata arabskiego, orientalnego, lub jak kto woli, na
Wschód, skąd przecież Ty pochodzisz i stamtąd, to znaczy z Iraku,
wyjechałeś w poszukiwaniu swojego Babilonu, w poszukiwaniu miejsca na
realizację, nazwijmy to tak, marzeń. Jak wiadomo, w takim przypadku
najpierw trzeba stać się "obywatelem świata", poszukiwaczem, wędrowcem,
a i degustatorem, innych, obcych kultur. Jak w efekcie tego wszystkiego
doszło do twojego zainteresowania literaturą polską - ? Mieszkasz w
Polsce długo, bo ponad 22 lata, tu wykładasz język i literaturę arabską,
tu odbyłeś studia doktoranckie, założyłeś rodzinę, znalazłeś swoje
miejsce, posiadasz obywatelstwo polskie, jesteś uznanym poetą i
tłumaczem. Możesz mówić, że Twój Babilon sięga aż do Polski. O tym, że
jest w tym powiedzeniu coś na rzeczy, świadczy także fakt, iż niegdyś
Julian Tuwim w arcypoemacie Kwiaty polskie określił Łódź, miasto swojej
młodości, jako "bajeczny Bagdad". Wspomnijmy także o "pamiętniku
artysty" pisanym przez Cypriana Kamila Norwida "na Babilon". Skąd wzięły
się Twoje inspiracje naszą kulturą i sztuką, przez jaki pryzmat
spojrzałeś niegdyś z Wieży Babel Świata, aby właśnie "w kraju nad Wisłą"
osiąść z nadzieją pozostania - ? Jak na to wszystko patrzysz, gdyż
jesteś znakomitym przykładem transformacji całego siebie w imię wyższej
sprawy - ?
HATIF JANABI: Jeżeli chodzi o mój pierwszy kontakt, już nie tylko z
literaturą polską, a w ogóle z Polską, to sięga on początku lat 70-tych.
Przebywałem wtedy jeszcze w rodzinnym, irackim domu, w miejscu
urodzenia, i zdarzyło mi się na pierwsze skromne początki słyszeć, a
później czytać, takich autorów i artystów jak Grotowski, Herbert,
Różewicz, Wajda i innych. Miłosza jeszcze wówczas nie znałem, bo
przecież nie był tak bardzo wtedy podziwiany, dopiero będąc w Polsce w
roku 1980 dowiedziałem się, że był "mocno" zakazywany, i że mało kto,
tak na dobrą sprawę, nawet z Polaków, wiedział coś o nim szerzej.
Jedynie redakcje czasopism konwersowały o tym, a ja z nim miałem już
pewne kontakty. Nawet moi arabscy koledzy po fachu nie wiedzieli o
działalności polskich opozycjonistów przebywających wtedy za granicą.
Ale wracając do zagadnienia, skąd ja tam w Iraku mogłem poznawać
twórczość wyżej wspomianych autorów - ? Otóż wiemy bardzo dobrze o tym,
że w 1942 roku Armia Polska dowodzona przez generała Władysława Andersa
wkroczyła z terytorium byłego ZSRR do Iranu, Iraku, Palestyny, a stąd
część z nich jechała dalej do "ziemi włoskiej", i niewątpliwie
pozostawiła na tych ziemiach jakieś ślady. Przecież w tej armii byli
poeci, aktorzy, malarze i całe zaplecze kultury, o czym zresztą będę
jeszcze mówił. Co się zaś tyczy póżniejszych kontaktów Polski z Irakiem,
to przecież, jak wiemy, były one dość otwarte z reżimem irackim Ahmeda
Hasana Al-Bakra i później Saddama Hussaina, gospodarczo, finansowo, itp.
itd. No, przecież nie znano innych mechanizmów, uznawanych wtedy
powszechnie politycznych kontaktów, ale one też działały, chociaż
zwykłych Irakijczyków to bardzo mało obchodziło, a sympatia do Polski
zawsze brała w nich górę. Ale jeżeli chodzi o intelektualistów irackich,
to oni zdawali sobie sprawę ze wszystkiego, tym bardziej, że kontakt z
tymi pozostałościami po armii Andersa utrzymywał się, chociażby przez
to, że część Polaków z tej armii, głównie malarzy, pozostała w Iraku na
stałe, z wiadomych przyczyn, i jakoś wpływała na prawidłowy obraz
Polski, co było trudne do odgadnięcia przez wszystkich "obcych" sprawie
Wschodniej Europy, która zmieniała przecież wówczas swoje oblicze.
Polacy pozostając tam w Iraku, wywierali pewien wpływ na formowanie się
współczesnego irackiego malarstwa... Rzeczą, o której warto wspomnieć w
tym miejscu jest to, że podczas II wojny światowej Józef Czapski, wraz z
innymi artystami polskimi służącymi w armii Andersa, brał aktywny udział
w życiu kulturalnym Iraku...
ZBIGNIEW KRESOWATY: To jest bardzo ciekawe i interesujące, a i bliskie
spraw literackich....
HATIF JANABI: Zresztą z literaturą było podobnie. Powstały później
publikacje naukowe na temat tych specyficznych kontaktów iracko-polskich
po II wojnie światowej. Pierwszą z nich, to była tutaj w Polsce napisana
przez mojego kolegę, malarza i rzeźbiarza, który teraz przebywa w Danii,
praca doktorska w Instytucie Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego.
On w tej swojej pracy, poświęconej malarstwu irackiemu, wspomina dość
wyraźnie o tych wpływach, a przede wszystkim o takich polsko-irackich
kontaktach. Potem w latach 90-tych ja osobiście dowiedziałem się od św.
pamięci Artura Międzyrzeckiego, że Józef Czapski de facto swój pierwszy
tomik poezji zatytułowany "Chankin" napisał w Iraku. Taką tajemnicą się
ze mną podzielił... Szedł wtedy z armią Andersa, był w Chankinie koło
Bagdadu. To są tylko niektóre przykłady początków wzajemnego
zainteresowania się naszych krajów, a w tym i tej mojej znajomości
Polski. Czyli, po pierwsze, spowodowały tę znajomość jakieś sympatie
pozostałe po pobycie armii Andersa, po jego ludziach, gdyż, jak wiadomo,
w każdym wojsku są jacyś intelektualiści, poeci, dziennikarze, a
zwłaszcza wtedy, gdy istnieje konieczność obrony własnego kraju...
Natomiast, abstrahując od tego wszystkiego, co powiedziałem dotąd, kiedy
przyjechałem do Polski w roku 1976, a potem, po pobycie w USA i wielu
innych krajach, doszło do ścisłego kontaktu Polski i Polaków ze mną,
jako arabistą, jako absolwentem Uniwersytetu Bagdadzkiego, zarazem jako
poetą, który już wtedy publikował w arabskojęzycznych czasopismach, i o
mnie się mówiło, jako o takim dobrze zapowiadającym się, obiecującym
autorze. Wtedy po roku mego pobytu w Polsce otrzymałem legitymację
Związku Literatów Irackich, służącą jako wezwanie do powrotu - tak to
odebrałem. Czyli zostałem jakby samoistnie przyjęty do tego związku, z
którego zresztą po trzech latach mnie wyrzucono, gdyż nie wracałem, nie
byłem po stronie reżimu Saddama, gdyż wydano drukiem tu i ówdzie moje
rzeczy zawierające nieocenzurowane zwroty, pełne sprzeciwu wobec jego
władzy, która miała przy tych układach w Polsce komunistycznej swoje
"wtyki" esbeckie, i tym samym znalazłem się w Polsce na statusie
emigracyjnym.
ZBIGNIEW KRESOWATY: Znalazłeś się wtedy na tak zwanej "czarnej liście",
jako wróg...
HATIF JANABI: Tak, chyba, a nawet na pewno tak. Znalazłem się na takiej
liście wraz z grupą opozycyjnych artystów i pisarzy irackich...
ZBIGNIEW KRESOWATY: W efekcie tej opieki, jak wiem, podpalono Ci
mieszkanie i miałeś tak zwanych "łapsów", którzy deptali za Tobą... Ale
to wszystko nastąpiło później...
HATIF JANABI: O tak, ale o tym przy innej okazji. W tym poszukiwaniu
mojego miejsca ważnym było otrzymać jakiś punkt zaczepienia, a w moim
przypadku, jakieś stypendium. Od razu otrzymałem wtedy stypendium rządu
polskiego, ale z zamiarem studiowania teatrologii, o czym zawsze
marzyłem, ale najpierw było skierowanie na naukę języka polskiego, do
Łodzi, na Studium Języka Polskiego dla Cudzoziemców, które - nomen omen
- popularnie nazywają "łódzką Wieżą Babel". Tam przeszedłem rok nauki
języka, poznawania niuansów polszczyzny... W efekcie otrzymałem później
skierowanie nie na teatrologię, lecz na polonistykę, którą ukończyłem na
Uniwersytecie Warszawskim w 1979 roku, a dopiero potem rozpocząłem swoje
studia teatrologiczne, otrzymując doktorat w roku 1983.
ZBIGNIEW KRESOWATY: Ale wróćmy do Twoich kontaktów z literaturą...
HATIF JANABI: No właśnie. Będąc wtedy w Warszawie, jakby już na stałe, z
tym swoim dorobkiem literackim, zajmując się rozmaitymi dziedzinami
sztuki europejskiej, w tym i polskim teatrem, literaturą, nie mogłem
ograniczyć się tylko do pisania wierszy, ale chciałem czegoś więcej. Dla
prasy arabskiej, z którą miałem kontakty, głównie poza Irakiem, zacząłem
pisać o tak zwanym "ruchu kulturalnym" w Polsce. Masę tego publikowałem,
nawet o dużej części dowiedziałem się dopiero później, że to się gdzieś
ukazało. Była to taka wewnętrzna potrzeba ukazania siebie Babilonowi na
jakimś piętrze jego Wieży...
ZBIGNIEW KRESOWATY: Tak więc byłeś jakby takim "korespondentem"
literackim i artystycznym dla współczesnych środowisk
opiniotwórczo-artystycznych w świecie arabskim i nie tylko, gdyż
odwiedziłeś wcześniej także inne strony świata...
HATIF JANABI: Dosłownie. Więc, ja pisałem wtedy o wszystkim, co polskie
- o filmie, teatrze, festiwalach, o całej polskiej literaturze, a co
zresztą nie mogłoby się odbywać bez znajomości tych tematów, to jest
jasne. Przeprowadziłem wtedy dużo wywiadów, między innymi z Tadeuszem
Łomnickim, który opublikowałem w Maroku, pod koniec lat 70-tych. Ale
kontynuując, co do moich zainteresowań literaturą, dziwne to było, że
pierwsze wiersze, które ja tłumaczyłem z polskiego na arabski, to były
teksty Vicente Aleixandre y Merlo, Hiszpana z "pokolenia 1927", laureata
Nagrody Nobla z 1977 roku. Wcześniej w Polsce Marek Baterowicz
przetłumaczył z tej okazji jego rzeczy i pod koniec lat 70-tych ukazał
się wybór jego wierszy w PIW-owskiej tak zwanej "czarnej serii".
Ostatnio wiersze Aleixandra przypomniano w antologii "Poeci nobliści:
1901 - 1993" wydanej przez warszawską oficynę "Anagram". Ja nie wiem
dlaczego przetłumaczyłem to wtedy na język arabski, tego nie wiem do
dziś. Oczywiście, po tych wszelkiego rodzaju penetracjach przy okazji
mego "korespondowania", bardzo szybko sobie uzmysłowiłem, że literatura
polska jest niezwykle bogata, szczególnie jeżeli chodzi o poezję.
Pomyślałem, że szkoda, iż takie bogactwo nie jest w pełni należycie
znane i rozumiane, nawet nie tylko w Europie, ale i w świecie. Arabowie
przecież zawsze byli pozytywnymi pośrednikami pomiędzy Wschodem i
Zachodem, dając z siebie coś i coś odbierając.
ZBIGNIEW KRESOWATY: Ale jak myślisz, czy tego przyczyną było to, że
literatura polska długo nie przesiąkała do innych kultur, do szerokiego
świata przez mur "czerwonej zarazy", który skutecznie eliminował
ciekawe, aczkolwiek zagrażające komunizmowi, elementy porozumiewawcze,
także z tamtej strony - ? Myślę, że ten przekaz poza ówczesny "obóz",
chociaż rwał się ku Europie i szerokiemu światu, musiał być w jakiś
sposób odbierany i rozumiany z udziałem składnika tak zwanego
"czuwania", a to było chyba także i pewną trudnością w odbiorze tego
przekazu. Kultura polska nie pozostaje nigdy wolna od wpływu burzliwych
ruchów historii, dzięki czemu zresztą zawsze powstaje jakaś nowa jakość
w sztuce. Były wtedy pewne bariery, uwarunkowania, a nawet schematy, co
zresztą utrwalało się coraz bardziej....
HATIF JANABI: Oczywiście, mogło. Ale moim zdaniem głównymi przyczynami
takiej nieznajomości kultury polskiej w świecie są trzy rzeczy. Pierwsza
z nich polega na tym, że język polski jest jednak językiem trudnym i
raczej o ograniczonym zasięgu oddziaływania. Druga rzecz - Polska nigdy
nie była krajem kolonialnym, chociaż można by tu mówić o pewnego rodzaju
poddaństwie względem Polski, ale wręcz odwrotnie, Polska zawsze mocno
ustanawiała się "kontra", zwłaszcza politycznie. I trzecia rzecz to
taka, którą podzieliłbym na dwie części, jedna polega na tym, pomimo
tego, co powiedziałem przed chwilą, że sami Polacy są leniwi jeżeli
chodzi o rozpowszechnianie swojej kultury poza granicami Polski....
ZBIGNIEW KRESOWATY: Ale tutaj wchodziłby w grę aspekt tej ówczesnej
bariery komunistycznej, która skrzywiła wszystko, nawet pojęcie tego
mechanizmu polskiej samodzielności. Nie można było przenikać nawet we
własne dusze. Były pewne rzeczy, które emanowały i jakby przenikały w
świat, ale wszystko poprzez namaszczenie ręką "wielkiego niedźwiedzia",
poprzez typowane związki, oparte na biurokratycznej zasadzie socrealizmu
i jednocześnie zabarwione tą cykutą partyjną, jej wydawnictwa, typy...
Rzeczy, które zresztą nie są Ci nie znane, czy obce... Nie każdy, jak
wiesz, dobry poeta chciał drukować w czasopismach dotowanych przez PZPR
i tego typu podobne rzeczy uprawiać, gdyż, jak wiadomo, prawda musi być
czysta i zawierać element duchowej wierności swoim przekonanion
twórczym, wolności szeroko pojętej... Oczywiście, można było oszukać
cenzurę, co niejednokrotnie sam robiłem, ale takie rzeczy były czasem
podejrzane i niejednoznaczne, co zresztą ciągnie się do dziś. Istniała
tak zwana Polonia, ale Polonia nigdy nie odzwierciedlała prawdziwej
materii tej sprawy, była często bezradna, czasem
sentymentalno-rewolucyjnie wznosiła pewne hasła, co nabierało zupełnie
innego wyrazu i znaczenia w kraju. Nie odzwierciedlała tego krajowego
kolorytu i tych wartości, które tu w środku, w kraju powstawały jakby na
żywo....
HATIF JANABI: Druga część tej trzeciej przyczyny tkwiła w słabej
polskiej gospodarce, realia ekonomiczne zawsze rządzą kulturą na
zewnątrz i wewnątrz, chociaż znane jest powiedzenie, że sztuka, która
powstała w wyniku szczególnych przyczyn i konkretnych miejsc, jest dobra
i szczera, to prędzej czy później wniesie się "ponad poziomy", ale na to
potrzeba czasu, a czas biegnie dziś coraz szybciej i pewne rzeczy są po
prostu zapominane. Oczywiście, należy to tak rozumieć, ale z tą ekonomią
to bez przesady. Po prostu, gdyby były z zewnątrz odpowiednie, sensowne
dofinansowania "z góry", z poszanowaniem prawa autorskiego, to,
oczywiście, takie windowanie rodzimej kultury jest bez precedensu, z
czym musimy się zgodzić. Ale ja, broń boże, nie stawiam tutaj żadnych
zarzutów... To są jedynie takie naturalne spostrzeżenia artysty, w
których może, ale nie musi, być wiele racji....
ZBIGNIEW KRESOWATY: Chyba tak, ale....
HATIF JANABI: Weźmy na przykład takie Niemcy. Jako kraj Niemcy wydają
ogromne pieniądze na potrzeby "kulturalnych rzeczy". Oczywiście, tam
ukształtowały się, pomimo faszystowskich inklinacji, pewne tradycje
dotacji, odpisy, darowizny, subwencje.... Gdybym był obecnie w
Niemczech, gdybym chciał wydać książkę jakiegokolwiek autora
niemieckiego po arabsku, nie miałbym żadnych kłopotów z odzyskaniem
swoich nakładów finansowych, już nie mówiąc o honorariach, zaliczkach,
zwrocie kosztów....
ZBIGNIEW KRESOWATY: To jest jasne, ale zostawmy mechanizmy
funkcjonowania....
HATIF JANABI: Udało mi się przekonać niektórych wydawców arabskich, a
jednego najbardziej, że warto wydać książki niektórych autorów polskich
po arabsku, że warto wydać przynajmniej niektóre ważne pozycje z kanonu
literatury polskiej, a przecież to kropla w morzu.... W dalszym ciągu
będę twierdził, że niestety Polacy nie potrafią dbać o swoje interesy,
mimo że warunki jakby się zmieniają. Są trudności merytoryczne, chyba
nawet większe teraz niż wtedy.... Ja jako tłumacz muszę chodzić wokół
wszystkiego, sam narażając się na różne nieprzyjemne, zniechęcające
rzeczy... Przedtem, kiedyś w przeszłości, było takie tłumaczenie, że w
"cieniu Rosji", że "nic bez wiedzy góry", itp, itd. Ale niestety Polacy
robią bardzo mało na rzecz rozpowszechniania swojej kultury, mało, a
nawet nieudolnie. To właśnie z kraju, z tego centrum polskości, powinno
pochodzić to wszystko, co dla takiej kultury najważniejsze....
Oczywiście, można wciąż mówić o różnych rozmaitych działaniach Polaków
za granicą, owszem, to jest i nawet często zupełnie nie znane tu w
Polsce. Ale całe centrum polskości jest tutaj i to stąd powinny
wychodzić ciekawe posunięcia, które zabezpieczają te interesy polskiej
kultury poza granicami kraju. Tym bardziej, że są, czy zaszły, zmiany
polityczne, a kultura powinna emanować i skutecznie wpływać na obraz
Polski, poza jej obszarem, skoro są takie warunki... Kultura w
konsekwencji to nie jest tylko kapitał duchowy, ale i prestiż, i
biznes....
ZBIGNIEW KRESOWATY: Ale zostawmy mechanizmy, mieliśmy mówić o adaptacji
literatury, czy sztuki polskiej, w świat orientu i o Twoich twórczych
transformacjach....
HATIF JANABI: Tak, właśnie zrobiliśmy wstęp do tego tematu, bo żeby o
czymkolwiek tego rodzaju mówić, trzeba wspomnieć o podstawach, w tym
materialnych, jakiegokolwiek tworzenia. A więc, jaką taktykę twórczą ja
sobie wybrałem - ? Otóż, z pewnością rozwiązania tradycyjne, gdyż są one
skuteczne przy wszelkich początkowych działaniach twórczych. To zawsze
jest tak, że należy mówić o wszystkim ogólnie, a dopiero póżniej o
niektórych przedstawicielach przedmiotu. Ja musiałem oczywiście wziąć
się za przekłady kilku "dobrych" nazwisk poezji polskiej, żeby za jakiś
czas móc tłumaczyć inne, mniej znane osoby. Czyli najpierw był Herbert,
Różewicz, Miłosz, Szymborska czy Grotowski....
ZBIGNIEW KRESOWATY: Spytam prosto, czy nawiązałeś kontakty osobiste z
tymi autorami - ? Gdyż jak mniemam, żeby przedstawić ich dorobek
artystyczny w tak zwanej "pigułce" potrzeba jakby uzgodnień, adiustacji
tekstów, itp. - ? Czy po prostu sam brałeś za wszystko odpowiedzialność
- ?
HATIF JANABI: To nie na takiej zasadzie. Moje kontakty są bardzo
szerokie i w tym środowisku także. Mam szereg kontaktów artystycznych i
to konkretnych... Moje kontakty z tymi autorami nie polegały na
bezpośrednim uzgadnianiu rzeczy, ale wynikały bardziej z pewnych
ogólnych wymogów, rzeczy, których musiałem dokonać bardziej sam, jakby
dopasować rzecz do stanu jakim faktycznie dysponowałem. Ale odbywało się
to wszystko, w rzeczy samej, fachowo, gdyż miałem i mam tę świadomość,
że jestem pisarzem i "pewnym" znawcą literatury polskiej....
Przynajmniej dla świata arabskiego... Oczywiście, te kontakty ze
środowiskiem literackim są, trwają i rozwijają się bardzo dobrze. Miałem
szereg spotkań autorskich, a także i innych, także pozaliterackich, na
Uniwersytecie Warszawskim, także kontaktów listownych, telefonicznych,
co przybliżyło mnie, po pewnym czasie, do wybitnych poetów, literatów,
krytyków, wydawców, ekspertów... Całość tych kontaktów była
spontaniczna, nie wymyślona, nie wyszukiwana, nie na siłę... Unikam
kontaktów podejrzanych, tak mówię, bezwartościowych... Stąd też wzięły
się moje kontakty z Różewiczem, którego znam, dosłownie, od 1978 roku.
Głównie korespondencyjnie od tego roku, bo on jest pierwszym polskim
poetą, którego wiersze ja przełożyłem na język arabski. Tłumaczyłem
także innych polskich poetów, którzy nie są znani w świecie tak jak on
czy Miłosz. Tłumaczyłem wiersze Władysława Broniewskiego, Mirona
Białoszewskiego, Zbigniewa Jerzyny, Roman Śliwonika, Edwarda Stachury,
Rafała Wojaczka, Urszuli Kozioł, Julii Hartwig, Ewy Lipskiej, Anny
Świrszczyńskiej... Już na początku lat 80-tych ja ich wiersze
przekładałem... Ciekawe były moje sympatie do poezji Stanisława
Grochowiaka, co sprawiało mi wielką frajdę.... Zestaw jego wspaniałych
wierszy opublikowałem w 1982 roku w Syrii, w tamtejszej "Literaturze na
Świecie"....
ZBIGNIEW KRESOWATY: Czyli tłumaczyłeś poezję niemal całego pokolenia
"Współczesności"....
HATIF JANABI: Tak, i wielu innych, to ciągnie, niesamowicie wciąga...
Żeby ta literatura funkcjonowała należycie w świecie arabskim, uważam,
że lepiej by było dla samej literatury polskiej aby nastąpiły pewne
skuteczne działania, często finansowe... Żeby powoli znikały te
trudności, kiedyś zwane obiektywnymi... Żeby to mogło funkcjonować z
pożytkiem dla wielu innych polskich twórców... Nie tylko dla znanych
nazwisk, które przeniknęły także w ten świat arabski i innymi kanałami.
Proszę sobie wyobrazić, że nie jest łatwo przekonać czytelnika
arabskiego do obcej poezji, gdyż poezja arabska ma ogromną i różnorodną
tradycję poetycką, która jest dumą Arabów....
ZBIGNIEW KRESOWATY: No, ale do rzeczy, jak to było z Różewiczem - ?
Myślę, że o wiele łatwiej, skoro kontakt osobisty istnieje - ? Wiem, że
wyboru jego wierszy dokonałeś sam, nawet mu to przedstawiłeś.... Były z
tym jakieś kłopoty natury, powiedzmy, "kosmetycznej", a mianowicie,
wiem, że długo nie mogłeś ustalić tytułu dla proponowanego zbioru Twoich
tłumaczeń poezji Różewicza....
HATIF JANABI: "Co się dzieje z gwiazdami - ?" od tytułu wiersza
Różewicza. Ciekawy wiersz zresztą, jak i te rzeczy, które przyszło mi
tam wybrać....
ZBIGNIEW KRESOWATY: Przystał - ?
HATIF JANABI: Co mógł zrobić - ? Zarówno on jak i ja jesteśmy bezradni w
tej chwili. Książka została pięknie wydana, w kolorowej utwardzonej
okładce. Ja ją dostałem w 1999 roku po dwóch miesiącach od chwili
ukazania się tam, w Syrii, na rynku... A sam autor wierszy, z którym
spotkałem się w Konstancinie na miłej, inicjowanej przez niego rozmowie,
dostał ją jeszcze później... Ale to wszystko zafunkcjonowało jakby poza
mną, biorąc oczywiście pod uwagę te wszystkie aspekty, o których
wcześniej rozmawialiśmy...
ZBIGNIEW KRESOWATY: Może pomówmy o tym poecie przez chwilę... Znasz go
bliżej... Wiem, że kontakt osobisty jakby uzupełnia podmiot liryczny
jego wierszy, o czym zresztą sam często Różewicz mówi. Było kiedyś takie
wyświechtane powiedzenie o Tadeuszu Różewiczu - "nihilista"....
HATIF JANABI: Czy nihilista, czy nie, to jest moim zdaniem bezsensowne
określenie, zwłaszcza, że znaleźliśmy się teraz jako społeczeństwo w
zupełnie innych realiach, nazwijmy to kosmoliterackich. Działania
poetyckie poszły dalej w stosunku do swoich metafor. Następują nowe
rzeczy, bardziej i mniej ciekawe, eksperymenty na literaturze, na
słowie... Cała eksploatacja i kreacja poetycka przystaje do tej
rzeczywistości, a Tadeusz Różewicz, jak jest w poezji, tak jest, i
prawdę mówiąc to on zaczął i sprowokował tę artystyczną "rewolucję".
Określenie typowego nihilizmu w stosunku do niego dziś w żadnym
przypadku nie pasuje... To już klasyka poezji i to w szerokim wydaniu,
na najwyższym poziomie... Swego czasu Czesław Miłosz i po nim inni
mówili, że Różewicz jest nihilistą, z kolei inni rozpętywali wrzawę, to
było w zupełnie innym celu... Bardziej chodziło o to żeby go zwalić, nie
wiem, nagiąć... To był okres ścierania się nie tylko w literaturze
polskiej ideałów, opcji, pojęć i pochodzenia. Dziś nawet niektórych to
śmieszy.... Ale to przecież krytyka nazywa, kalkuluje, mówi co jest,
dlaczego i odwrotnie...
ZBIGNIEW KRESOWATY: Tadeusz Różewicz mówi, że żyjemy w "epoce zła"...
Różne były epoki: antyczna, średniowiecza, renesansu, baroku,
romantyzmu, secesji, a teraz "epoka zła"... Różewicz jakby zamyka koło
pojęć metaforycznych... Powiedz coś o tym....
HATIF JANABI: Kiedyś na Targach Książki w Warszawie pochylił się nade
mną mówiąc: "Jak myślisz, w jakim kierunku zmierza świat - ? W złym -
?". Odpowiedziałem szybko, bez zastanowienia: "Tak - ! W złym - !"
Zresztą gdzieś w swoim wierszu mówi "ciekawe czasy czekają poetów"...
Jest to bardzo wymowne, jeżeli wziąć pod uwagę, że poetami są
najnormalniejsi, najprostsi ludzie z ulicy....
ZBIGNIEW KRESOWATY: Spotkałeś się niedawno z nim w Konstancinie, przy
okazji wydania tej książki w Twoim tłumaczeniu... Może dokończ, o czym
rozmawialiście, jak wiem nie miałeś jeszcze wydanego "dzieła" w rękach,
czy było to raczej przyjacielskie spotkanie w cztery oczy - ?
HATIF JANABI: Tak, tak, rozmawialiśmy przez dwie godziny, z takim pewnym
wewnętrznym niepokojem, o kondycji człowieka końca XX wieku, o poezji,
literaturze polskiej, o podróżach Różewicza po świecie... Nie mylić z
troską o cały świat.... Jednakże nie będę ujawniał treści... Ale już od
dawna, ja i on, nie siedzieliśmy i nie rozmawialiśmy razem... Lubię
takie spotkania z nim. Różewicz takie rozmowy znosi, natomiast nie chce
już rozmów publicznych, jakiś dyskursów literackich, tego grzebania w
wielosłowiu, dlaczego, jak i po co.... Zresztą o tym samym, o tej
sytuacji, wyraźnie i bez ogródek traktował jego ostatni tekst poetycki
zatytułowany "Sława", a który opublikowała wrocławska "Odra" w numerze
czwartym z 1999 roku. Może warto przytoczyć tutaj znamienny fragment
tego wiersza:
podałem pani redaktor
serdeczny palec
ale chwyciła mnie za rękę
i zadała mi mnóstwo pytań
w tym trzy podchwytliwe
ZBIGNIEW KRESOWATY: Wiem, bo swego czasu zabiegałem o rozmowę z nim dla
pewnego czasopisma. Był kontakt, nawet obietnica, że później, kiedyś...
Jednakże odpowiedział mi pisemnie, że co najmniej do roku 2001, nie
powie nic i żeby się uspokoić, toczyć rozmowę z tym, co piszemy, i że
przeprasza, i że "tak bardzo się rozgadał". Przyjąłem to wyznanie z
honorem, także jako wielkie literackie credo, żeby już stonować i w
stosunku do sztuki nie szarpać się....
HATIF JANABI: Ja myślę, że pomimo tego wrzasku, tych różnych
wielopłaszczyznowych opinii na temat twórczości Tadeusza Różewicza, on
jednak będzie trwale funkcjonował w historii literatury polskiej jako
jeden z najwybitniejszych jej twórców. Z dwóch, a może trzech powodów
według mnie.... Jest oryginalnym poetą polskim, jest przede wszystkim
znakomitym dramaturgiem, a po trzecie, że napisał, jeśli nie kilkanaście
to więcej, a przynajmniej kilka, wspaniałych esejów na temat poezji,
jakby utwierdzając w ten sposób, że to, co ogłosił jako poeta jest
wartościowe. O tych jego esejach każdy poeta, intelektualista będzie
długo pamiętał, jeśli je przeczyta.... Różewicz będzie zawsze dobrze
funkcjonował dzięki swojej poezji i dzięki swojej dramaturgii, którą
śmiało trzeba nazwać "różewiczowską", ze względu na jej unikalne cechy,
przy zachowaniu walorów uniwersalności... Różewicz wie co robi, rozwijał
swoje działania twórcze tak, jakby to wszystko było zarysowane przez
jakąś siłę wyższą. Wśród tych chronologicznych działań, wszystko było
jasne, a jednocześnie otwarte na tyle, że do tych "otwartych drzwi" on
pozostawia miejsce tylko sobie, dlatego, że nikt inny nie jest w stanie
przez nie przejść i wejść w ten tok drążenia, który zamyka się w koło.
Dotknął w ten sposób, on jeden, istoty "sprawy twórczej"....
ZBIGNIEW KRESOWATY: Znane są jego wcześniejsze kontakty z Leopoldem
Staffem. Tadeusz Różewicz odwiedzał swego mistrza i niejako podświadomie
brał lekcje literatury, kształtując swoją świadomość poetycką na
pniu.... Świadom był, że dla podjęcia kontynuacji istnieje potrzeba
transformowania, jakiejś ciągłości, a jednocześnie, że jest także
potrzebna siła parcia w oryginalność... Przecież mówi się, że gdyby nie
Staff to nie byłoby Różewicza, a i Julian Przyboś też coś w jego rozwoju
znaczył, w tym połączeniu... Koligacje literackie zawsze jakby się
wysnuwa i później to widać w dojrzałej poezji autora.... Różewicz nosi
ziarna wiedzy po swoich poprzednikach.... Rozmawia z nimi, czasem
krytykuje, ale nigdy nie neguje...
HATIF JANABI: Bo tylko nihiliści negują wszystko....
ZBIGNIEW KRESOWATY: Nikt nie może funkcjonować przez negację, co zresztą
czynią teraz wszystkie "młode dusze".... Co Ty o tym myślisz - ?
HATIF JANABI: Tak, tak, mam pewne wątpliwości do tego, co zrobił w
poezji Przyboś. Bo mnie się wydaje, że z tego, co napisał niewiele
pozostanie. Owszem on był długo motorem pewnej aktywności poetyckiej w
Polsce, ale tylko kiedy żył. Oryginalni twórcy dzielą się na tych, co
prowokują i tych, co umieją uchwycić te inspiracje, przenosząc je dalej,
czyli zaadoptować dla poezji na zawsze. Przykład inny, mamy Gombrowicza
i Witkacego. Ja bardziej cenię Gomrowicza, ale wielkim prowokatorem i
twórczym motorkiem był Witkacy. Znane są rozmaite poglądy na ten
temat...
ZBIGNIEW KRESOWATY: Gombrowicz podróżował, był takim "dobrowolnym"
wygnańcem. Jego podróże spowodowały, że bardziej zafunkcjonował w
literaturze światowej, gdyż i pole jego artystycznego manewru otwarte
było na różnorodność życia znanego mu z autopsji... Natomiast Witkacy
działał w sobie, w otoczeniu, które go samo twórczo inspirowało, a i on
na nie wpływał... Poza tym, wszystko w jego twórczości emanowało jakby z
metafizyki wewnętrznej... Gombrowicz, mając ogląd rożnorodności świata i
jego obyczajów, jakby inspirował się formą, pewnymi normami narracji,
jakie obowiązywały wtedy w literaturze światowej... Witkacy był typowym
"eksperymentatorem na ciele własnym", oddawał się pewnym prowokacjom
umysłowym, które w pewnym sensie same się napędzały... Jednakże
oryginalna twórczość obu tych pisarzy pozostaje blisko siebie... Pojawia
się zatem problem tak zwanej "polskiej awangardy"... Co o tym myślisz -
?
HATIF JANABI: Witkacy był bardziej wierny awangardzie, ale.... polskiej.
W głębi duszy miał chyba jednak wątpliwości do tego wszystkiego. Są
tacy, co idą na całość... Myślę, że właśnie na tym osadzona była
"awangarda polska" z lat 20-tych, która jakby podpatrywała pewne rzeczy
w sztuce europejskiej tamtych lat, adaptując, co niektóre dla siebie.
Nie potrafiła jednak przebić się do świadomości kultury
środkowo-europejskiej i dalej... Nic z tego chyba nie pozostało,
przynajmniej w malarstwie... Już więcej w literaturze... Dowodem na to
są podejmowane przekłady, tłumaczenia, co prawda często uwarunkowane
różnymi barierami... Gombrowicz miał, także dzięki swoim kontaktom,
bardzo wiele przekładów na różne języki, jest przez to pisarzem ciągle
inspirującym, obecnym w literaturze wielu krajów...
ZBIGNIEW KRESOWATY: Pozwolisz, że będę dalej drążył te zagadnienia
dotyczące twórczości Różewicza, gdyż on dotyka w swojej artystycznej
działalności pewnych rzeczy bardzo umiejętnie. Nie gra sobą, gra nami,
czytelnikami, otoczeniem... Oczywiście, jako osobowość artystyczna jest
przez to kimś odrębnym w świecie, który go otacza. Poprzez wypracowany
przez siebie język i formę artystycznej, i nie tylko, wypowiedzi,
zachowuje dystans do siebie, a nawet do swojej rodziny. Jest to bardzo
ważne w sztuce, mieć coś swojego, odrębnego. I przez to, moim zdaniem,
Różewicz mieści się w czołówce tej tak zwanej artystycznej "awangardy",
która umiała znaleźć jednak trwałe miejsce w świecie sztuki. Natomiast
przykład Witkacego, innych tego typu osobowości, chyba były one
pozbawione tego dystansu do siebie, używane wprost, pomimo ich
genialnych intuicji nie znalazły dla siebie oryginalnego miejsca ... Co
o tym sądzisz - ?
HATIF JANABI: Najciekawsze jest to w twórczości Różewicza, że on wciąż
może wejść do swego dzieła i poprawić go, przystosowując podmiot do
okoliczności danego miejsca i czasu, ale nawet gdyby tego nie uczynił i
tak wszystko by zadziałało, lecz bardziej uniwersalnie... A Różewicz
raczej "boi się" uniwersalizmu, co jakby daje mu prawo funkcjonowania
non-stop, bez względu na wiek. Liczy się to o czym się mówi... To musi
być coś ważnego, nawet gdy wypowiadane jest "przyziemnymi' metaforami.
Tak myślę...
ZBIGNIEW KRESOWATY: Co sądzisz o tym, że Różewicz, pochodząc z okresu,
nazwijmy to tak, stagnacji artystycznej w Polsce, nie zaprzestał wtedy w
swojej sztuce ruchu i eksperymentu, używając elementów tamtego "szarego
życia" do unaocznienia dramatu tego czasu, elementów, które umieścił w
samym środku jego przyczyny - ? Działania literackie Różewicza poszły
jakby w tym samym kierunku, co badania teatralne Grotowskiego, zatem
uwagę jego skupia jednak od początku dramat, teatr.... Działania
artystyczne osadzone na dociekaniu, na budzeniu wrażeń, na wszystkim, co
jest potrzebne do zapamiętania konkretnego zdarzenia.... Droga rozwoju
artystycznego tych twórców, co jest paradoksalne, biegnie jak gdyby
analogicznie, w jednym miejscu, czasie i okolicznościach... Chociaż
twórcy ci nie współpracowali nigdy ze sobą, to wiele jest takich
ciekawych strategii i pojęć w ich sztuce zbieżnych... Powiedziałby
Różewicz "może tak, może nie"....
HATIF JANABI: Ten kto miał okazję zetknięcia się z filozofią Wschodu, od
czego nie abstrahował przecież Grotowski, a więc taki ktoś, zdaje sobie
doskonale sprawę ze znaczenia w niej figury koła. W obu tych
twórczościach tworzy się koło. Jest to jedna z najdoskonalszych form,
gdyż zamyka się uniwersalnie. Tu jakby nie ma początku ani końca. Ten
początek i koniec jest, co i rusz, w innym miejscu, jeśli zważyć, że
koło porusza się, a niewątpliwie mamy tutaj w tych dziełach do czynienia
z ruchem. W twórczości Różewicza jest ta sama historia... U niego jest
punktem wyjścia Jestestwo, jest - JA jestem jako czytelnik i słuchacz,
jest - JA jako zewnętrzna część świata. Cykle obrotu koła, całej
poetyki, są takie, że to JA autora mam dojrzeć i złapać, gdyż on
non-stop powtarza się, tworząc przy tym całkiem nowe znaczenia. I w tym
jest zawarta cała istota dramaturgii jego dzieła....
ZBIGNIEW KRESOWATY: Mówiąc o takim "zamkniętym obrotowym kole" myślę, że
Różewicz zawsze może "podłączyć" coś do swego dzieła, w sposób, jaki
starałem się uzmysłowić wcześniej... Weźmy taki Proces Franza Kafki,
przecież Różewicz "podłączył" tu "element obozowy" jako jeszcze jeden
ciężar, który wprawia dzieło w całkiem inny ruch... Czy tak - ?
HATIF JANABI: To nie dotyczy wszystkich jego utworów scenicznych,
Różewicz nie zmienia w tym wszystkim bohatera... I tak Kartoteka,
chociaż poprawiana, czyli rozrzucona, jest zawsze aktualna... Natomiast,
jeśli Różewicz odrzucił w 1986 roku sugestie Jerzego Jarockiego reżysera
Pułapki we wrocławskim Teatrze Współczesnym, chcąc przedstawienia swego
dzieła w całości, to wracamy do tego o czym mówiłeś wcześniej, to wynika
z tego, że chce szacunku do tego, co on napisał i jak się robi jakieś
adaptacje, to są w nich konieczne wszystkie elementy jego dzieła, czego
zresztą Różewicz skrupulatnie dopilnowuje na scenie...
ZBIGNIEW KRESOWATY: I z czego są czasem awantury, jak i przy okazji
Pułapki było, gdzie włączają się w ten proces twórczy nawet sami
aktorzy, jak Marek Walczewski. Ale może dla równowagi przejdźmy do
Jerzego Grotowskiego, który w swoją grę wciągał widza i na odwrót...
Swego czasu wspominał o nim Różewicz: "Popatrzcie na tego artystę, wraz
z jego dziełem zmienia się jego wygląd". Twórca dzieła identyfikuje się
z materią na tyle ile mu starcza witalności... Obraz artysty przeobraża
dzieło, czy na odwrót - ?
HATIF JANABI: Te analogie w działaniach artystycznych pomiędzy
Grotowskim a Różewiczem są moim zdaniem dosyć odległe... Jerzy Grotowski
starał się odchodzić z teatru ku doświadczeniom pozateatralnym,
wpływając na widza całym sobą. Studia Grotowskiego, laboratoryjne studia
nad teatrem, zwłaszcza w latach osiemdziesiątych, aż do jego śmierci w
styczniu 1999, trwały nieustannie, tak jak przeobrażało się życie.
Grotowski i Różewicz po pierwsze rozpoczęli swoją podróż w świecie
sztuki osobno, ale w jednakowym wymiarze pojęć czasu historycznego, w
poczuciu ogromu jego przemian, w poczuciu znikomych możliwości jego
zbadania, takiego jaki jest całym sobą, jaki nam się objawił ze
wszystkimi przypadłościami... Obaj postawili na dramat i wynikające z
tego skutki... Zarówno Różewicz jak i Grotowski postanowili zerwać z tak
zwaną tradycją i wejść w materię sztuki głębiej, penetrując ją do
reszty... Różewicz już w latach 60-tych wezwał do zrezygnowania z
obrazu, z metafory w poezji... Czyżby to nie było dążenie ku nagiej
poezji - ? Grotowski poszedł w kierunku, nazwijmy to tak, "teatru
ubogiego", jakby rezygnując ze scenografii, stawiając na osobowość
aktora, na grę głównie ciałem, bez jakiejkolwiek charakteryzacji, całym
sobą, czyli przede wszystkim wywołując dźwięk.... Ale w tym wszystkim,
to znaczy w tej świadomej rezygnacji z pewnych tradycyjnych środków
wyrazu artystycznego, nie można powiedzieć kto był pierwszy, kto drugi,
bo to nie jest ważne... Istotne jest to, że obaj zdobyli się na odwagę
drążenia prawdy w sztuce, gdzie przecież istnieje zawsze potrzeba
zagrania wszystkim....
ZBIGNIEW KRESOWATY: Tak, w tej kwestii już powiedzieliśmy chyba dużo i
może zostawmy te analogie... Ale wracając do tych Twoich przekładów
dobrej polskiej literatury, warto jeszcze wspomnieć o Miłoszu... Mam
pytanie, na ile Ty, jako tłumacz, poeta potrafisz się przestawić,
przetransformować z poetyki Różewicza do poetyki Miłosza, i na odwrót -
? Zabierając się za tłumaczenia poezji Miłosza musisz się przecież
przestawić na inny grunt, na inny kolor poezji... Dorobek jest inny,
inna osobowość, etos. Przecież trzeba pokazać wszystko to, co najlepsze
w tej poezji, co jest ciekawe... Chodzi mi o tę twórczą szczerość, która
jest tutaj nieodzowna.... Zdajesz sobie chyba sprawę, że tworzysz oto
jakby obraz tego autora tam, w tym przypadku, w świecie arabskim.
Oczywiście wiemy, że Miłosz nazwał Różewicza nihilistą, ale i bez tego
czy też z tym, nie można przeciwstawiać twórczości jednego drugiemu,
ważne są tu relacje Twojej osobowości...
HATIF JANABI: Pierwsze kilka wierszy Miłosza, niejako poznając tę
poetykę, przetłumaczyłem na arabski w 1980 roku dla czasopisma
palestyńskiego, zaraz po tym jak ogłoszono przyznanie Nobla Miłoszowego.
Pisma, trochę o podłożu socjalistycznym, które było rozsyłane wśród
członków pewnego klubu po całym świecie. Ale ja myślałem sobie, no
dobrze, tu chodzi o to, żeby dotrzeć do zainteresowanych i naprawdę będą
tutaj ważne wiersze poety. I niejako oszukałem przeciwnika, gdyż
przecież pamiętam znalazły się tam wiersze "W mojej ojczyźnie", "Tak
mało", "Zdanie".... Od tamtego czasu zacząłem intresować się także
Miłoszem, pisząc o nim, o jego poetyce, tłumacząc jego kolejne wiersze,
dodatkowo publikując dużo w prasie arabskiej, tu i tam, ale okazji do
przedstawienia go w pełni nie było... Dopiero w ostatnich latach mi się
to udało, po wielu zabiegach u wydawcy. Pomimo tego uważam, że to ja
Miłosza wprowadziłem do literatury arabskiej poprzez te publikacje. Były
nawet tłumaczenia niektórych jego esejów, na przykład o wygnaniu, o
zniewoleniu umysłu... Wydaje mi się, że Miłosz funkcjonuje w świadomości
czytelniczej głównie dzięki, być może, dwóm rzeczom, a mianowicie dzięki
Nagrodzie Nobla i dzięki wspaniałej eseistyce... Nie mówiąc o jego
licznych przekładach, przede wszystkim na angielski, bo to mało obchodzi
czytelników z innych kręgów kulturowych... Z pewnością dużo mam jeszcze
do przetłumaczenia, taka Dolina Issy, jeszcze raz Zniewolony umysł, czy
chociażby niedawno wydany Piesek przydrożny.... Miłosz także funkcjonuje
w świadomości swoich odbiorców dzięki swojej aktywności, on szalenie
jest aktywny...
ZBIGNIEW KRESOWATY: On nie ma nawet czasu załatwić sobie aparatu
słuchowego... Kiedy był u nas we Wrocławiu, na Uniwersytecie, w 1996
roku to była cała ceregiela z tym... Całość tego spotkania, jego
wykładu, na bieżąco tłumaczył profesor Zawada, także nagłaśniał zadawane
Miłoszowi na ucho pytania, wtedy padały odpowiedzi... No i całe kłopoty
później, na przyjęciu elity Uniwersytetu Wrocławskiego... Ale tę
dygresję podaję tutaj dla podkreślenia kolorytu wielkiego poety...
HATIF JANABI: Czesław Miłosz jest samorządną instytucją. Ta instytucja
zatrudniła innych. Między innymi na rzecz rozpowszechniania siebie...
Już nie mówiąc o jego wykładach i działaniach uniwersyteckich w USA,
oraz, że tak powiem, ambasadorowania na rzecz prawdziwej kultury
polskiej za granicą. Zdając sobie wcześnie sprawę ze swej misji, tworząc
część swojej poezji, a głównie tę najważniejszą, za granicą, być może
nieświadomie wykreował się na pewnego rodzaju wieszcza. Tak więc należy
patrzeć na niego z całkiem innego położenia, a już w każdym razie nie
należy przeciwstawiać go Różewiczowi czy Herbertowi... Ja tłumacząc
każdego z nich na arabski muszę o tym bezwzględnie pamiętać i brać
całość ich osobowości pod uwagę. Jest to bardzo ważne. Ja nie wchodziłem
w żadne zależności i nie pisałem nigdy o tamtym systemie, który był
oczywisty... Ale przedstawiłem mój do niego stosunek jakby w poetykach
poszczególnych, przekładanych przeze mnie autorów, przedstawiając
publiczności arabskiej ich najwybitniejsze osiągnięcia. Były przecież
momenty, że jeżeli Miłosz nie mówił czegoś wprost, to tylko dlatego, że
chciał uratować swoją sztukę, która przecież ma swoją chronologię. Wśród
moich "badań", raczej spostrzeżeń, mogę powiedzieć wiele o takich
rzeczach, ale i wiem, że Różewicz, będąc tu w kraju, podczas wielu tych
politycznych wrzaw, pisał także szczerze i zachodziły wobec niego także,
jakby te same, ewentualności, ale Różewicz rozwijał się jako artysta
jakby naturalniej... Miłosz przebywając przez wiele lat za granicą,
zdaje się od 1951 roku, "musiał" zachować inny stosunek do kraju, do
słowa samego w sobie... A także do świata i wzbogacając się innymi
doświadczeniami był taki a nie inny... Także patrzył na to wszystko, w
tym na swoją twórczość, bardziej poprzez klasykę polskiej literatury.
Przecież Miłosz drąży wciąż byłych klasyków na niwie tej na siebie
przyjętej odpowiedzialności... Kto wie, czy nie są ci klasycy jego
inspirantami. Z pewnością ja jako tłumacz o takich przypadkach
powinienem wiedzieć. Zresztą wydaje mi się, że drugim ważnym etapem w
rozwoju poezji Miłosza, zupełnie współczesnym, po tomiku Ocalenie
(1945), stanowią Dalsze okolice (1991). Albowiem w tym właśnie tomiku
Miłosz otwiera nową przestrzeń w swojej poezji. Miłosz, jako poeta, w
ostatnich latach odchodził od wszelkich konwencji poetyckich, realizując
to, co określił w eseju Ars poetica: "Zawsze tęskniłem do formy bardziej
pojemnej, która nie byłaby znadto poezją ani prozą". I obecnie Miłosz
jest takim poetą przestrzeni i otwartej formy...
ZBIGNIEW KRESOWATY: Dość dużo powiedzieliśmy tutaj jakby z perspektywy
upływającego czasu... Dość dużo, a może i nie... Chodziło mi w tej
rozmowie o tak zwane mechanizmy funkcjonowania tłumacza, zwłaszcza, gdy
przekazuje on, jako "pas transmisyjny", poetykę kraju, a w tym i autora,
którego tłumaczy, w miejsce temu autorowi całkowicie abstrakcyjne
kulturowo i obyczajowo. Chodziło mi o pokazanie, przynajmniej w części
zasadniczej, funkcji tłumacza, to o czym powinien pamiętać, na ile
powinien znać obiekt, podmiot swego zainteresowania, aby jego przekłady
prawidłowo przenikały w te rejony świata, gdzie jest inna kultura, a
zwłaszcza inna literatura i poezja. Jakie reguły tym rządzą, o ile są
jakieś reguły, ile to kosztuje wysiłku twórczego i na co się to zdaje -
? Twoje kontakty osobiste z Miłoszem....
HATIF JANABI: Ten wydany zbiór wierszy Miłosza zawiera około 60 wierszy,
wziąłem przy jego opracowywaniu bardzo wiele pod uwagę, to jest trudne
do opowiedzenia, ten mechanizm, o którym wspomniałeś... Jak niegdyś
pisałem w eseju "Po tam-tej stronie granicy", odkorzenieni jak ja płyną
między brzegami. Rzecz w tym, że w mojej sytuacji rzeka nie jest zwykłą
rzeką i zamiast brzegów są barykady, bariery przynależności do innego
kręgu kulturowego, i są granice strzeżone przez synów Uranosa, czyli
Gigantów. W tych granicach są umieszczone ludzkie doświadczenia,
obyczaje i zwyczaje, i wspólne interesy, i pamięć
antropologiczno-cywilizacyjno-kulturowa. I to oznacza pewne
funkcjonowanie zbiorowej pamięci, która jest w istocie oparta na dwóch
płaszczyznach: na wspólnych rzeczywistych przeżyciach i doświadczeniach
oraz na ontologicznych i fikcyjnych wyobrażeniach siebie i świata.
Pamięć pojedynczą i zbiorową tworzą określony byt, wspólne
doświadczenia, drzewo genealogiczne i pewien mechanizm
myślowo-obyczajowy, który ma na celu pielęgnowanie i ochronę
kształtującej się tożsamości zarówno pojedynczej, jak i zbiorowej. I to
wszystko działa na rzecz sformułowania pewnego rodzaju inności i
odmienności...
Wydaje mi się, że język pełni - głównie - dwie funkcje: metafizyczną i
materialną. Najważniejszą z nich, bez wątpienia, jest pierwsza, gdyż ona
z kolei pełni rolę sakralno - mityczną, podczas gdy zmaterializowany
język i często używany, jest skażony wibracjami życia i mowy codziennej.
Nie zawsze jednak język spełnia te obie funkcje. Kiedy wkracza
ideologia, to po to, między innymi, aby je dopasowywać do siebie i
swoich celów, i udawać, że wszystko gra. Ażeby to udowodnić, jest
skłonna do popełniania najgorszych grzechów i czynów w ogóle. Język nam
się kojarzy nie tylko z mową, myślą i konkretnymi semiotycznymi znakami,
ale przede wszystkim z magiczną siłą, z konkretną spuścizną ontologiczno
- społeczno - kulturową, które składają się z tego, co można pojąć i
przeżyć, z tego co należy do fizycznosfery i psychosfery. Język zdaniem
semiotyka Peirce'a "jest wszędzie i nigdzie". Język sprowadza się do
słów, a one, według niego, należą w większości do "symboli"...
Mowa i wypowiedź, jakakolwiek, są powiązane z konkretnym bytem, z
ludzkim doświadczeniem, a to z kolei uwarunkowane jest czasem,
przestrzenią i relacją między mikro- i makrokosmosem. W zasadzie
istnieją dwa czasy: czas fizyczny świata i czas chroniczny - czas
wydarzeń, w dużej mierze. Przestrzeń natomiast bywa fizyczna i
metafizyczna, fikcyjna raczej. Mircea Eliade wyodrębniał dwa rodzaje
czasu, czas sakralny i czas świecki, twierdząc, że pomocą obrzędów,
często religijnych, człowiek może bezpiecznie poruszać się między nimi.
My na obczyźnie potrzebujemy takich obrzędów, codziennych rytuałów, żeby
przechodzić, z jednego do drugiego języka, z psychosfery jednej kultury,
rodzimej lub adoptowanej, do drugiej. Takie obrzędy potrzebują
zrozumienia i tolerancji z obu stron... Być na obczyźnie oznacza, w
pewnym sensie metaforycznym, funkcjonowanie między czasem sakralnym i
czasem świeckim. Opanowanie języka według Noama Chomsky'ego świadczy, że
człowiek posiadł zdolność rozumienia nieskończonej ilości nowych - w
stosunku do zasobu swych doświadczeń - wyrażeń i normalne posługiwanie
się językiem jest czynnością twórczą. Język wygnańca i w ogóle
emigranta, zarówno ojczysty, jak i adoptowany, nie ma stałego kształtu,
ponieważ podlega on nieustannym procesom transformacyjnym. Język w
dalszym ciągu jest pierwszym systemem, który według Jouri Lotmana "może
zmienić świat". Język jest także jednym z najważniejszych narzędzi
kultury. Język tworzy swoją kulturę... Miejsce zaś jest w dużej mierze
przestrzenią o charakterze kulturowo-antropologicznym i metafizycznym.
Byt ludzki jest takim przypadkowym spotkaniem pomiędzy przestrzenią a
językiem. Od początków ludzkości istnieją dwa języki, język realny i
drugi, nazwijmy go "alegorycznym" czy też "metafizycznym". Na obczyźnie
oba te języki funkcjonują razem i są jak najbardziej wyraźnie
akcentowane na każdym szczeblu egzystencji, ponieważ wszystko ma swój
język, sukces, porażka, dobro, zło i nowa rzeczywistość także ma swój
język... Mamy w poezji Miłosza taki wiersz zaczynający się od słów "moja
wierna mowo, służyłem tobie, co noc stawiałem przed tobą miseczki z
kolorami...", który jest dobrym przykładem na to, że język potrafi być
domem i schronieniem dla osamotnionego człowieka.
Ale wrócę do początku tej kwestii... Powstał ten zbiór moich przekładów
poezji Miłosza jakby poza plecami autora tych wierszy. Moje kontakty z
nim, trzy osobiste spotkania, między innymi na Targach Książki w
Warszawie. Korespondencyjne były wcześniej, gdyż już w latach
osiemdziesiątych wysyłałem mu swoje rzeczy, także jego przełożone przeze
mnie na arabski wiersze... Oczywiście odpisał mi, a osobiście nazywał
mnie Babilończykiem. O tych moich tłumaczeniach jego wierszy i esejów
już wtedy wiedział. Zawsze zapomina mojego nazwiska. Swoją ostatnią
książkę dedykował mi "Mojemu Tłumaczowi....".
Natomiast moje kontakty z Tadeuszem Rózewiczem są bardziej osobiste,
nawet częstsze i bliższe, ale czasem także dwuznaczne, może z pewnego
rodzaju przekąsem poetyckim, bo Różewicz znając mnie tak długo, podpisał
mi kiedyś swoją książkę dedykacją "Największemu Polskiemu
Wieśniakowi...". Tak, ale ja to traktuję i odbieram jako pewnego rodzaju
pochlebstwo i spoufalenie, bo chyba i tak jest... Ja mu kiedyś po latach
to przypomniałem mówiąc: "Co to Przyjaciel był pijany podpisując mi
takie sekwencje - ?" Mocno wtedy się uśmiał, ale zapewnił o dobrej dla
mnie myśli i uczuciu... Wiem, Tadeuszu, że być może miałeś na myśli to,
że ja jestem szczerym, dobrym człowiekiem... Uśmiał się wtedy, tak,
tak....
Jeżeli chodzi o te bliższe kontakty, to wydaje mi się, że one nie są aż
tak ważne, aczkolwiek poznanie osobiste niesie pewnego rodzaju komfort
poznawania całej osobowości i wysłuchania sugestii typu, co chciałby,
żeby inni usłyszeli, zobaczyli, lub też nawiązuje do eksponowania czegoś
szczególnego. Ale ja i tak postępuję w tym wszystkim niezależnie...
Staram się opatrzeć zawsze mój przekład wstępem krytycznym i pomieścić
zawsze esej autora, którego wiersze tłumaczę. A więc jest dla mnie ważny
kontakt w formie aceptacji mego dzieła. I tak wygląda mój każdy przekład
książkowy: wstęp + wybór wierszy danego autora + jego wybrany esej +
lista jego publikacji książkowych i spis treści.
Tak samo zrobiłem z poezją Wisławy Szymborskiej, dodając jej wykład
sztokholmski, gdyż osobiście jej dotąd nie poznałem. Dodałem zresztą u
Miłosza także jego noblowski wykład... Wszystkich wspomnianych w tym
wywiadzie poetów, zresztą całą polską prasę literacką, non-stop czytam i
jestem na bieżąco... Ciekawostką jest to, że nie zdając sobie sprawy, iż
Szymborska może być noblistką, już ją publikowałem w prasie arabskiej...
To były jej wiersze.
Wracając jeszcze do kolejności moich przekładów, powtórzę, że najpierw
tłumaczyłem na arabski Różewicza w 1978 roku, potem Miłosza w 1980,
następnie wiersze Grochowiaka, Broniewskiego, a w tym samym czasie moje
przekłady Herberta opublikowałem w syryjskiej "Literaturze na Świecie",
no a potem tłumaczyłem Szymborską, także po uzyskaniu przez nią Nagrody
Nobla, wyszło to w formie książkowej w 1997 roku, zawierając 56 wierszy.
W kolejności czeka już drugi wybór wierszy Szymborskiej, który na razie
zakwestionowałem u wydawcy, ale wyda go, gdyż raczej dotrzymuje słowa...
Okazało się, że miałem pewnego rodzaju trudności w przekazaniu
metafizyki jej wierszy, gdyż funkcjonuje ona wśród czytelników jako
"prosta, niedostępna twórczość", co zresztą krytyka arabska podkreśliła
od razu na wstępie, jeszcze nie znając całości moich przekładów, że taka
koncepcja poezji istniała w literaturze arabskiej już na przełomie VIII
- IX wieku, co jest bardzo ciekawą analogią... W sumie przełożyłem dotąd
na arabski 86 wierszy Wisławy Szymborskiej...
ZBIGNIEW KRESOWATY: To rzeczywiście bardzo, bardzo ciekawe. Poezji
Szymborskiej nie można naśladować, można się nią doskonale inspirować...
Jako poeta zdałeś sobie z tego zapewne sprawę, a co stwarza dla tłumacza
dodatkowe trudności...
HATIF JANABI: Nauczyłem się przy tłumaczeniu poezji Szymborskiej bardzo
dużo, nawet więcej niż przy tłumaczeniu poezji Miłosza, a i Różewicza.
Jest poetką specyficzną, tworzy poezję bardzo skondensowaną i
wielowarstwową, trzeba naprawdę uważać... Szkoda, że nie mogłem więcej
powiedzieć tu o Herbercie, gdzie takie zależności występują i
funkcjonują podobnie. Ważny jest dla tłumacza sposób rozróżniania
poezji. Na przykład Miłosz bazuje na anglosaskim tropie, Bieńkowski zaś
na francuskim, ale to jest zagadnienie może na inną okazję...
ZBIGNIEW KRESOWATY: Dziękuję Ci za tę rozmowę, za ciekawe spostrzeżenia
o pracy tłumacza, a przede wszystkim poety... Twoje, powiedzmy,
podskórne badania poezji polskiej, prowadzące do konkretnych przekładów
na arabski są bardzo ciekawe, także z punktu widzenia naukowego, gdyż
jesteś wykładowcą w Instytucie Orientalistyki Uniwersytetu
Warszawskiego, znawcą historii teatru, jesteś filologiem, poetą,
eseistą, wszystko to jest bardzo ważne w pracy translatorskiej....
Pozwolisz, że zakończę naszą rozmowę jakże aktualnie brzmiącym
fragmentem wiersza Norwida "Do Bronisława Z.":
...drobną szlę Ci dań - t y l k o p o e z j ę !
Tę, która bez złota ubogą jest - lecz złoto bez niej,
Powiadam Ci, zaprawdę jest n ę d z ą - n ę d z...
Zniknie i przepełznie obfitość rozmaita,
Skarby i siły przewieją, ogóły całe zadrżą,
Z rzeczy świata tego zostaną tylko dwie,
Dwie tylko: p o e z j a i d o b r o ć... i więcej nic...
Umiejętność nawet bez dwóch onych zblednie w papier,
Tak niebłahą są dwójcą te siostry dwie!...
HATIF JANABI: I ja dziękuję.
Rozmawiał: Zbigniew Kresowaty
Do druku opracował: Grzegorz Bazylak
============================
Od redakcji: HATIF JANABI (Hatif Al-Dżanabi), ur. 1952 r., autor
kilkunastu książek poetyckich, przekładów, antologii oraz opracowań
krytycznych, opublikował m.in. Księga Wschodu (przekł. Janusz Dunecki),
Iskry, Warszawa 1983; Rozbite wiersze (przekł. Jan Leończuk), KAW,
Białystok, 1987; Dzikie kontynenty (przekł. Jan Leończuk), Staromiejski
Dom Kultury, Warszawa 1991; Pył gazeli (przekł. Hanna Jankowska i
Małgorzata Szyburska), Dialog, Warszawa, 1992; Aniołowie miłosierdzia,
Świat Literacki, Warszawa, 1995; Teatr arabski: żródła, historia,
poszukiwania, Dialog, Warszawa, 1995; Questions and their retinue:
selected poems of Hatif Janabi (translation and introduction by Khaled
Mattawa), University of Arkansas Press, Fayetteville, 1996. Laureat
wielu nagród, m.in. Nagrody Literackiej im. Klemensa Janickiego
przyznawanej przez kwartalnik literacko-artystyczny Metafora (1997).
PODPISY POD ZDJĘCIA
Foto. 1. HATIF JANABI (na pierwszym planie w marynarce) i ZBIGNIEW
KRESOWATY
w rozmowie "Babilon sięga Polski a nawet dalej" (18.10.1999).
Zdjęcie wykonał: WITOLD SZULECKI
Foto. 2. HATIF JANABI
Zdjęcie wykonał: WITOLD SZULECKI
|