| |
|
|
| |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| |
|
 |
 |
WOKÓŁ
KAMIENNEGO KRĘGU, OD WCZORAJ DO DZIŚ |
|
|
|
|
|
| |
|
|
|
|
|
|
|
| |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
rozmowa z wybitnym artystą malarzem i rzeźbiarzem, poetą, scenografem,
fotografikiem, podróżnikiem i przyrodnikiem, profesorem Andrzejem
Strumiłło.
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Zbigniew Kresowaty : Z ogromnym szacunkiem przystępuję do tej naszej
rozmowy i bardzo dziękuję, że zechciał Pan mnie, tutaj u siebie w
Maćkowej Rudej na Suwałkach, przyjąć poświęcając czas, a przystępuję do
tej artystycznej rozmowy z Panem z pietyzmem, jak i z innymi wybitnymi
artystami, którzy wiele lat kształtowali i dalej tworzą życie kulturalne
i opiniotwórcze co do szeroko pojętej sztuki w kraju, z osobowościami
mającymi ogromny wpływ na dzieje i egzystencję Sztuki Polskiej...I
chociaż przestał Pan wykładać na ASP w Krakowie (1977 – 1980) i jakby
zatrzymał swoje podróże i zaprzestał wielu wypraw do różnych zakątków
świata i krajów Orientu, Azji, Nepalu, Syberii, Mongolii, Chin,
Indochin, Tybetu, Japonii, Tajlandii, innych - jest Pan wciąż czynny
jako twórca wszechstronny niezwykły, działający w centrum natury i jej
duchowości, jako: artysta malarz, artysta grafik, projektant, ilustrator
książek, rzeźbiarz, fotografik, przyrodnik i hodowca arabskich koni,
który posiada swoją ugruntowaną już filozofię na egzystencję twórczą, na
swój byt i twórczość nie tylko artystyczną... Przypomnijmy, że studiował
Pan na PWSSP w Łodzi u profesora Władysława Strzemińskiego, a później
malarstwo sztalugowe na ASP w Krakowie, gdzie został Pan, w konsekwencji
asystentem i profesorem. Uczestniczył Pan w bardzo wielu wystawach,
autorskich i wspólnych zbiorowych, nie wspominając ich dużej ilości w
wielu polskich galeriach, ale międzynarodowych jak : w Sao Paulo 1969,
Wenecja 1972, Stany Zjednoczone, Japonia, inne... Otrzymał Pan za swoją
działalność szereg nagród państwowych i artystycznych...W latach 1982 –
84 był Pan kierownikiem Graphic Presentation Unit Sekretariatu
Generalnego ONZ w Nowym Jorku. Zgromadził Pan kolekcje sztuki i
przedmiotów kultury materialnej dalekiego i Środkowego Wschodu dla
Muzeum Etnograficznego w Krakowie oraz warszawskiego Muzeum Azji i
Pacyfiku...Wydał Pan wiele swoich książek, jako poplon, z wypraw do
wymienionych tutaj krajów, i nie tylko tych. Zostały wydane także dwa
duże tomy poezji podszytej filozofią i metafizyką wysoce uduchowioną w
wędrowaniu, w naturze... Do wstępu książki poetycko – artystycznej pt.
"JAK", która zawiera dużą ikonografię z Pańskich podróży – z szeroko
pojętą metafizyką filozoficzno – duchową, w taki sposób : "Nie sięgając
poza horyzont egzystencji biegniemy coraz szybciej. Stronice tej książki
to rytm mego oddechu. Ona sama, wydana, zaczyna żyć życiem własnym,
naniesie na tak już gęstą i mało przejrzystą mapę ikonosfery nowe
punkty. Czuję ciężar odpowiedzialności..." – Jak wspomniałem odbył Pan
dużą ilość wypraw, które nie były turystyczne, a bardziej naukowo -
poznawcze... Napisał Pan wiele relacji z tych z podróży, ale i wydał
katalogi artystyczne, dziś pisze Pan "Dzienniki, a wszystko przeważnie z
fotografią artystyczną, rysunkiem, oraz wykresami rzeczy, pisze Pan
także prozę wspomnieniową z perspektywy czasu przeszłego, jak również
książki tzw. okazyjne, i inne... Wydał Pan katalogi z podróży, ale i
albumy o koniach, które hoduje od lat chroniąc z pietyzmem ich rodowodu.
Jest Pan dziś postrzegany swego rodzaju czynną instytucją form natury
artystyczno - społeczno – przyrodniczych, jak i pełni funkcje
organizatora różnych działań artystyczno – kreacyjnych w Polsce,
bliskich natury i sztuki, która jest jej integralną częścią. Jest Pan
duszą i komisarzem plenerów i spotkań środowiskowych wokół człowieka i
jego przyrody, jak i opcji dotyczących "Małych Ojczyzn"...Zatem
podmiotowość obecności w tych i innych społeczno – kulturalnych
działaniach jest tutaj zasadnicza...Nie sposób jest wprost objąć te
wszelkie czynności, które trwają wokół sztuki i kultury. Jest Pan obecny
także w wielu książkach, nie tylko jako podmiot i medium, ale jako
inicjator twórca, ilustrator oraz osoba posługująca się logosem... Iście
trudno jest jakoś zamknąć, w tak krótkim opisie, tę szeroką twórczość i
przedsiębraną działalność, bo dużo tutaj trzeba jeszcze wymieniać...
Poza tym, jeżeli idzie o tę Pańską stronę duchową, mówi Pan w różnych
przewodnikach do różnych działań społeczno - kulturalnych, że nie jest
wyznawcą lamaizmu, buddyzmu, ale też nie jest Pan wyznawcą prawosławia,
bo pisząc "posłowia" np. do katalogów swoich prac, a tutaj obrazów, np.
tych wystawionych, podczas Festiwalu Muzyki Cerkiewnej – w Białymstoku w
2004 roku, których tematem była buddyjska madala – mistyczna, tajemnicza
konstrukcja, obrazująca kosmiczny porządek świata, w wymiarze duchowym i
fizycznym, komentuje Pan muzykę chóralną, mówiąc, że : "dostrzega urodę
tej sztuki, tkwiące w niej piękno i bogactwo duchowe..." - Ale też
konsekwentnie dodaje Pan, że "ceni i dostrzega monumentalizm, potęgę i
piękno tej muzyki", co jest ogromnie dziś ważne! – gdyż nie tylko
ujawnia się jeszcze jeden Pana stosunek do ambitnej muzyki, ale to znaki
ekumeniczne... Ja to celowo, i na użytek naszego spotkania, tutaj
przytaczam, żeby trochę szerzej przybliżyć czytelnikowi Pańską szeroką
wiedzę i osobowość, funkcję samokreacji, a jednocześnie pokazać, jako
człowieka artystę bardzo skromnego i oddanego sprawie wszechartyzmu - w
pojęciowości sfery sacrum, w kulturze działań społecznych - zarówno
regionu, jak i świata... Co dziś jest "w zasięgu ręki", i wizji tzw.
"Trzeciego Oka" Pańskich działań? – Jak się Pan czuje, jako ważna
instytucja, "na pograniczu" kilku kultur, w swoim kręgu i tuż obok
Litwy? - bo znając Pańki niepokój twórczy, wiem - na pewno, że obecnie
Pan ma, jakieś przedsięwzięcia już podjęte...
Andrzej Strumiłło : Jestem współautorem w książki pt. "Polacy o sobie".
Nie tak dawno "zrobiłem" tekst do książki, pt. "Polacy o swoich
sąsiadach" - Piszemy, o tym jak widzimy swoich współmieszkańców :
Białorusinów, Niemców, Słowaków, Czechów , Węgrów... Ja oczywiście nie
mogę pisać o wszystkich, ale powiedziałem sobie, że napiszę o Litwinach
i Białorusinach, i o sobie! – O tym co jest jakby bliżej w "zasięgu ręki
i oka", jak pan to nazywa. Znam ten temat – no, i trzeba pisać o różnych
granicach : wewnętrznych, politycznych, kulturowych czy innych. Tuż
przed śmiercią Czesław Miłosz i Tomas Venclowa z U.S.A. i ja
zredagowaliśmy list intencjonalny, postulujący wydanie Księgi Wielkiego
Księstwa Litewskiego. Był to ważny rozdział historii narodów ruskich,
litewskich, i narodu polskiego...bardzo istotny, bo to była jak wiemy
próba współżycia, właśnie w takiej formie jakiej dziś Europa potrzebuje
i poszukuje...I to wydaje mi się wciąż aktualne - Od odejścia Czesława
Miłosza to się wałkuje...Pisałem tu i tam, pisałem do Organizacji i
Ośrodka "Pogranicze". Obiecali mi pomoc... Oni są dobrze notowani u
Sorosa i Forda. Między nami mówiąc, książka pt. "Sąsiedzi" napisana
przez Tomasza Grossa, a przez nich w dobrej formie wydana - spełniła
pewną rolę, jeżeli idzie o problem antysemityzmu, o stosunek samych
Polaków do prawdy historycznej i do problemów II wojny światowej.
Szczęśliwie zrobiliśmy już pierwszą konferencję polsko - białorusko -
litewską, bo trzeba dodać, jak ta książka ma być wydana, w tych językach
oraz w języku angielskim, gdyż to pójdzie w świat. Powiem, że
zastanawiamy się nad udziałem w niej autorów ukraińskich, bo problem
Ukrainy, również gdzieś tam się w tym historycznym wątku się mieści. –
Dodać trzeba, że już niedługo zrobimy następne spotkanie w Szetejnach na
Litwie, a kolejne planujemy w Nowogródku. Chcemy zebrać od każdego z
autorów zaproszonych kilkanaście esejów, gdzie każdy wybitny autor :
litewski, polski czy białoruski mógłby powiedzieć : co dziś na ten temat
myśli– Jak właśnie dziś widzi tą problematykę, i
jak to z perspektywy czasu ocenia? – Mam nadzieję, że taka książka w
swoim czasie dojrzeje. Nie ustanę w wysiłkach. Zacząłem też wydawać
swoje "Dzienniki" – żeby nie zapeszyć nie zdradzę wydawnictwa. Wydawca
chce je pomieścić w jednym dużym tomie w formacie. Maszynopis wynosi
ponad 1000 stron. Wydane będzie to w tym roku. Może na moje urodziny w
październiku, a może w listopadzie na Andrzeja? (tu się mocno profesor
uśmiecha)
Z. K. Jest to działanie osobowe, ale i społeczne, zwłaszcza te ostatnie
rzeczy, o których Pan mówi, to wszystko o poszukiwaniu źródła i ciągu
rzeki własnej tożsamości? – Zresztą dużo w tym zapewne faktów i rzeczy,
o tym co Pański współmieszkaniec znad Wilii i przyjaciel Czesław Miłosz
zawarł w swoich esejach i "Traktacie teologicznym", a przynajmniej
podobnie, bo to dziś jest tak bardzo ważne, a powiedziałbym, po nowemu,
tak "strasznie" ważne! – Może Pan Profesor coś jeszcze zechce dodać w
tej kwestii poszukiwania tożsamości?
A. S. Na pewno tak!- Wie pan ja grzeszę – jakimś egocentryzmem, czy
egoizmem. Każde ze słów, z przedrostkiem "ego" da się tu dopasować. Ale
ja mam na usprawiedliwienie to, że z tej miłości własnej korzysta
społeczność, że to funkcjonuje poza mną, albo zostanie po mnie...np. w
cyklu "Katalog" - czy w cyklu pt. "City", który pojawia się w nasyconej
symboliką serii "Psalmów", i "Apokalipsy".
Z. K. Mam nadzieję, że nadarzy się okazja rozwinięcia tego później i
powie Pan o tych cyklach w dalszej części tego spotkania...No, a teraz
już będąc w tym właściwym miejscu co do zagadnienia tożsamości,
kontynuujmy na zastanych rzeczach...A mianowicie idzie mi o ten
"kamienny krąg", który z takich dużych kamieni otoczaków jest tu
uzewnętrzniony przed Pańskim domem. Pan go tutaj znalazł? - A może
odszukał? - Mówił Pan przed laty w katalogu do wystawy pt. "City" tak:
"- Mój wiejski dom wzniosłem w miejscu od paleolitu zamieszkały,
a na półce bibliotecznej w nim postawiłem Ars Moriendi i Tybetańską
Księgę Umarłych"- W tym kontekście obywatela tego regionu jak i
"obywatela świata" - kłania się Pan z powagą przed przydrożnym krzyżem
podlaskiej ziemi, jak i szuka cienia góry Meru i zagłębia się w grobowce
chińskich cesarzy, i poznaje Pan wciąż na nowo tajemnice mistyki
Tybetu...Co Pan na taką kwestię?
A. S. Dom mój zbudowałem tutaj ze świadomością tego co pan wymienił, w
"drodze do mego Wilna", tutaj nad rzeką Hańczą. I "krag kamienny", przed
domem zrobiłem w pełni świadom tego, że tutaj 8 tysięcy lat wstecz, były
koczowiska łowców reniferów. Po odejściu lodowca pojawił się tutaj
krajobraz tundrowy i łowcy reniferów. Znalazłem, w moim ogrodzie, trochę
narzędzi kamiennych, z przed 8 do 10-ciu tysięcy lat wstecz. Na
piaszczystej wydmie nadrzecznej znalazłem ślady obozowisk Jadźwingów z
X, XI-XIII wieku dopóki Krzyżacy i ich nie rozpędzili, przesiedlając
resztki na półwysep sambijski . Znalazłem tu między innymi : resztki
ceramiki, palenisk - A ponieważ, na Suwalszczyźnie w miejscowości
Szwajcaria, na północ od Suwałk, są takie kręgi kamienne, i grobowce
Jaćwieskich przywódców plemiennych, postanowiłem ułożyć tu taki sam
krąg, pod tym najgrubszym drzewem modrzewiem na Suwalszczyźnie.
Z. K. – W książce "NEPAL" bardzo mnie zainteresowała taka filozoficzna
fraza co do czarnej kartki jako strony zamalowanej na czarno i kwestia
białej strony pozostawionej jako otwarte działanie. Może zechce Pan
odnieść się do zawartości zagadnienia, które jest bardzo metafizyczne,
co do naszego innego wszelkiego działania...Jest to bardzo ciekawe!- W
książce tej, którą uważam za taką wysoce metaforyczno - filozoficzną,
jest bardzo wiele takich ciekawych spraw, tyczących się naszego
wielowarstwowego życia, zarówno zewnętrznie, jak i wewnętrznego bytu...I
wydaje mi się, że to właśnie w podróżach - nie wiem, czy właśnie w nich
- ukazują się i ujawniają nam takie, czy inne, lustra w których jest
widok na świat, jakby z tej innej strony metafizycznej, że to wtedy
nabieramy do siebie ogromnego dystansu i co do egzystencji materii i
sensu trwania wszechrzeczy... Jak to jest tak naprawdę Panie Profesorze?
A. S. Jest pan artystą, a więc najkrócej powiem tak: - Jest pustka –
ciemna i pustka jasna. Pustka ciemna dla malarza przestaje być pustką,
bo zawiera każdy znak graficzny i malarski w sobie. Natomiast biel
oczekuje, i gotowa przyjąć wszystko...Tak to trzeba rozumieć.
Z. K . I jeszcze mówi Pan w tej książce, że ; "człowieka zawsze
interesował mechanizm świata...Jednakże uświadomienie fenomenu śmierci
było tym co ostatecznie stworzyło człowieka pełnego..." – Czy w tym
powiedzeniu jest
jakieś miejsce dla Boga dla jakiejś naszej duchowości? – To trochę takie
totalne(?) - Te przeciwieństwa : życie i śmierć lub odwrotnie...
Twórczość
Pańska, która wyrasta z takich relacji jak: natura i kultura,
pierwotność i cywilizacja, przeszłość i współczesność - ale co ważne -
ta pierwsza i ostatnia jest zawsze życie i śmierć. Czytając tak ciekawe
kwestie człowiek musi się spytać siebie samego ; gdzie obecnie jestem? –
w jakim miejscu trwam i pewnie to się nie da zmieścić w jakiejś jednej
odpowiedzi... Jak do tego się zabrać? – Można wiele zrozumieć,
zaglądając w ten Wielki katalog przeciwieństw w obrębie, których się Pan
porusza, a o czym już wcześniej wspominałem przytaczając cykl "Katalog"
- "City", stawiając go na przeciw cyklom malarskim "Psalmy" i
"Apokalipsa"- efektem tego pojawia się tutaj osobliwy dokument,
nastawiony na wierność artysty, choć fragmentaryczne jest tu
odzwierciedlenie naszej rzeczywistości ; "City - W.T.C. – Detale".
A .S. Rozważanie problemu śmierci – oczywiście, zbudowało koncepcję,
drogi i kierunku, koncepcję sędziego, koncepcję Tabu i cały szereg
rzeczy...Człowiek, tak naprawdę, narodził się w momencie, kiedy zaczął
się zastanawiać nad tym co dalej, albo nad tym, skąd żeśmy
przyszli...Ważną kwestia jest pierwszy pochówek. Badania sądzą, że
podobno kobieta neandertalska chowała swoje
zmarłe dziecko nosząc je przy sobie dopóty - dopóki tylko mogła! –
Pytanie dlaczego? – czy może dlatego, żeby to dziecko nie zostało
skonsumowane przez współplemieńców, albo też żeby nie było zjedzone
przez padlinożerców, albo w nadziei ,że dziecko się obudzi, że ono
jednak nie odeszło na zawsze... Ale zwierzę też pewnie nie odchodziłoby
- od swojej padłej sztuki...Zatem bywa tak, że ta więź, nazwijmy ją
emocjonalna, jest trwalsza a niżeli śmierć fizyczna. Na pewno pierwszy
pochówek, oddanie szacunku wobec ciała – jest aktem człowieczeństwa. I
tutaj znów musiałbym powrócić do kręgów kamiennych.
- Ale wracając do pana pytania i do tych kręgów – dużo podróżowałem do
Azji,
byłem w zachodniej Mongolii na pograniczu pustyni Gobi, w Ałtaju Kobdo,
nad Charausunur gdzieindziej – tam takie kręgi, co pewien czas, spotyka
się na opustoszałych stepowych połaciach...
Z. K. A możemy na chwilę przenieść się na kontynent indyjski? - Mówią
różni orientalni znawcy duchowi, lub też inni wtajemniczeni w religię
Buddyzmu i Lamaizmu, wyznawcy i badacze prastarych teorii co do dziejów
człowieka zapisanych w każdej religii inaczej, ale skądinąd niektórzy
wyznający także Chrystusa, że właśnie tam w Indiach w prapoczątkach był
Raj - a może w Afryce? – I dodaje się, że Chrystus uszedł do Indii i tam
dopełnił swego żywota – Co Pan na to, czy są jakieś znaki tam
skłaniające się ku takiej teorii?...A są to kraje ze swoimi odrębnymi
filozofiami, gdzie wędrował i nauczał także Kartezjusz.
A. S. Podobno środek Europy jest w Suchowoli - Tak! – ale, czy to na
prawdę jest środek Europy – czy Europa ma środek? - To samo z tym Rajem
- Nie można go określić i nazwać...Raj jest w nas. My tak jak ten
żołnierz napoleoński nosimy z sobą buławę marszałkowską w plecaku.
Jestem zwolennikiem Pascala, który powiedział w uproszczeniu : środek
świata jest wszędzie a granice nigdzie... Niech pan sobie wyobrazi taką
konstrukcję - ona daje dużo możliwości dla naszej wyobraźni w
odróżnieniu od normatywnych filozofii, które starają się : zmierzyć,
ustalić, wyznaczyć, odnaleźć środek , określić granice i zważyć to co
było...
Z. K. Cała odkrywczość jest ciągiem w czasie przestrzeni i wciąż leży w
gestii człowieka od homo - sapiens. Od czasu kiedy człowiek odziedziczał
coraz bardziej wyobraźnię, a później zdobył dzięki niej intuicję czucia
zmysłowego - szuka swego prapoczątku i jakby cofa się poznawczo ku
całemu sensowi poznawczemu w egzystencji świata, który jest bardzo
materialny, ale idzie w tej
materii o to, żeby odkryć tajemnicę zjawisk boskości – Jednakże śmierć w
świetle tego czucia ukryta powiada na równowagę całkiem co innego,
nastręcza kłopotów myślowych o boskości i zaburza porządek logiki
myśli...
A. S. – Mówimy homo – sapiens, mówimy homo - ludens. Mówimy duch, mówimy
ciało. Nasz umysł zapewne nie jest wszystkim. Świętujemy gry, szaleństwa
i karnawały. Słuchamy snów i intuicji. Przypadek uznajemy za
przeznaczenie. Szukamy jego usprawiedliwienia mnożąc teorie bytu...
(tutaj profesor zajada smacznie czereśnie)
Z. K. – A wyobraźnia, musiała być jednak pierwsza? – Proszę wybaczyć, że
sprowokuję i Pana - powtórzę na użytek tej rozmowy słowa, że "wyobraźnia
jest ważniejsza niż wiedza"- to mówi umysł bardzo ścisły od teorii
względności!
A. S. – Wyobraźnia jest potrzebna! – jest ciągłą potrzebą. Nawet ścisły
umysł Einsteina wyznaje, że wyobraźnia zawsze o krok wyprzedza nabytą
wiedzę Napisałem kiedyś w lokalnej prasie tak półżartem półserio, że
jesteśmy "dziećmi chaosu" – Wszyscy się strasznie oburzyli - Jak to?! -
my jesteśmy dziećmi chaosu?! – Mogłem powiedzieć "dziećmi przypadku" –
skoro przypadek nie jest przeznaczeniem, a jest tylko przypadkiem.
Wszystkim bez przerwy mówię, że betula alba (brzoza biała) emituje w
ciągu sezonu ileś tam milionów nasion, ale z tego wszystkiego wyrastają
tylko dwie ,trzy, nowe brzozy. (profesor wolno i swobodnie kontynuuje
jedzenie czereśni, co jest bardzo sympatyczne) Czyli ten cały potencjał
genetyczny w tym momencie się marnuje - pytam kto w tym momencie
zagwarantuje panu, że akurat – zawsze będą to te, które w całej masie
nasion są najlepsze - reprezentują najwłaściwszy, zespół cech zdolnych
do przeżycia w danym miejscu... Tak samo jest z człowiekiem, który
emituje miliony potencjalnych nasion dla istot, które mogłyby żyć,
przypadek sprawia, że dwie czy trzy istoty po nim żyją, może byłoby ich
o kilka więcej, gdyby oddał swoje nasienie w inne łona.
Z. K. Dziś, chyba najbardziej, mówi się oprócz genów o tak zwanej
atomizacji, czyli pewnym kodzie zawartym w genetyce co do różnorodnego
życia i jego form w naturze... Kiedyś znajomy mój profesor Teller dał mi
taki prywatny wykład, odnoście właśnie, atomizacji rzeczy, i ciał
odradzających się dla podtrzymania życia w naturze naszego nie tylko
materialnego świata. Otóż on snuje teorię, odnośnie swych badań w
Ameryce na uniwersytecie co do zjawisk odradzania się poszczególnych
idealnych kształtów w naturze i dochodzi do wniosku na przykładzie
kształtu płatka śniegu, do pewnych kwestii...Chodzi tu m. innymi o to,
że każdy spadający a powstały na skutek określonych warunków z kropli
wody w przestrzeni, spadając wolno z określoną siłą przyciągania na
ziemię w momencie uderzenia o jakąś krawędź traci np. jedno ze swoich
ramion, bardzo ciekawym jest, że obserwując ten płatek dalej zauważamy w
krótkim czasie natychmiastowe odbudowanie się tego ramienia w
identycznym kształcie jak pozostałe. Biorąc pod uwagę fakt, że każdy
płatek z pośród miliardów innych ma swój inny kształt i wygląd, zachodzi
podczas odradzania się tego ramienia zjawisko wysyłania wiadomości ze
środka czyli z centrum o odbudowie ku całości... Ciekawe to zjawisko
powtarza się u innych żywych mniej żywych istotach czy istnieniach, ale
związanych z naturą. Natura jest silna i broni się, dla każdego swoim
czasem, za wszelką cenę swoją hojnością? - Jak Pan może to filozoficznie
skontestować Panie Profesorze?
A. S. Natura jest : rozrzutna hojna i bezwzględna, natura ma ogromną
rezerwę. Cóż! - ja mogę tu więcej powiedzieć o jej tajemnicach. Opowiem
natomiast pewien kawał – w lamajskiej teozofii istnieje zespół ksiąg Tan
Dżur i Kan Dzur. Tych ksiąg jest około trzystu – mówi się tam tak : "
ten oto człowiek przeczytał 100 razy Tan - Dżur i Kan - Dżur i milczy -
to mądry człowiek!"- Wiedza zawsze rodzi wątpliwości, odpowiedzieć na
takie wszystkie pytania jest bardzo trudno, bo można się pomylić. Zatem
warto milczeć. Natomiast warto sobie zdać sprawę z tego jaką jesteśmy
drobinką i jak płytko, mimo naszej wiedzy, sięgamy i nie wiele wiemy o
tym wszystkim, co było zrobione, i jak została wyzwolona ta gigantyczna
energia, która stworzyła te wielkie cywilizacje... Zalecam poczytać
Scheakspeare'a, a żeby zobaczyć jaką mizerną jest nasza kondycja
pośpieszna i gwałtowna tonąca w nadmiarze szumów informacyjnych i w
rozproszeniu...
Z. K. Pytam, niektórych autorytetów, moich rozmówców o taki fakt - Bo to
jest już fakt namacalny naszego XXI wieku - mianowicie, czy jest prawdą,
że sztuka zatrzymuje człowieka w jego pogoni za materią? – No i zaraz
dodaję, chociażby tak : - Tadeusz Kantor Powiedział, że ta sama "sztuka
uratuje świat i tylko sztuka jest w stanie uratować świat od zagłady, w
którą pośpiesznie ów świat podąża"- można tylko dodać, że wyzwolono tzw.
techniczną "zawleczkę" nadwyrężając i tak juz naruszony trzon natury-
ona musi się znów wyzwolić spod jarzma człowieka, zaślepionego sobą,
potrzebą posiadania tego co zapełni jego próżnię. Ów człowiek działa w
swej próżni i jest bardzo samotny, a więc ucieka w jakieś nieznane
bardziej tajemne (?) rozkoszne przestrzenie?...
A. S. Kantor był skłonny mówić w różnych momentach wszystko, Jemu
przysługiwało takie prawo, z racji Jego oryginalnej i nie banalnej
sztuki,
o czym on dobrze wiedział...Ja Kantora dobrze znałem. On był takim
efektownym francuzem! – a francuska teoria sztuki jest, pełna takich
bardzo aluzyjnych i niekonkretnych spostrzeżeń i metafor... Ale skoro
już jesteśmy we Francji to powiem, że dzięki Francji, a może nie tyle
Francuzom co kosmopolitom zgromadzonym w kabarecie Volteare'a w Zurichu,
powstała koncepcja "dadaizmu", potem zrodzona z niej koncepcja
nadrealizmu- Później "obowiązywał" w sztuce tzw. "słownik surrealizmu"-
to jest ostatnie wielkie dzieło tego wieku, które we Francji zostało
wyprodukowane... Bo filozofia egzystencjalizmu Sartra, to już jest coś
całkiem innego "słownik nadrealistów" - to cała grupa poetów takich jak
; Eiuard, Aragon, Apolinair'e, Jakobs... To wszystko są ludzie, którzy
właśnie wtedy, w tym wspomnianym okresie, stworzyli Coś!- co jest tym
ostatnim obrazem Francji - A potem koniec z tym centrum...
Z. K. - A jeszcze potem wszystko przeniosło się do Ameryki? ( tu śmieję
się, ciekaw co też powie na to profesor)
A.S. – Do Ameryki?! – Nie tak szybko! – w Ameryce była tylko jedna
oryginalna Szkoła Pacyfiku Jacksona Pollocka, ale dopiero jak Hitler
wypędził Bau- hauserów z Europy pojechał do Ameryki Albers, i pojechali
inni. Ameryka, jako centrum sztuki, to dopiero lata czterdzieste, czyli
połowa ubiegłego wieku, kiedy zaczęło się coś tam w sztuce dziać... I
trzeba jasno powiedzieć, że płótna Albersa były pierwszymi obrazzami
abstrakcyjnymi w Ameryce. To jest ważne! - Do tego czasu w Ameryce była
górą ich sztuka rodzima, trochę ekspresji i trochę ilustratorstwa -
Dopiero potem Pollcok, Kooning, Rothko, Albers - poszli do przodu,
później przyszła tam druga fala po londyńskim pop – art - cie . Pop –
art
wpierw narodził się w Wielkiej Brytanii, a dopiero później Ameryka
poszła za tym uderzeniem. I dopiero wtedy tam się urodziła sztuka
Lichtensteina, czy sztuka Rosengista, Warhola, sztuka Ameryki, zrodzona
z reklamy. I jest to sztuka ludowa - Zaczęto produkować po 500 sztuk
różnych odbitek, które ledwo zdążył artysta podpisać a już przystępowano
do następnej serii. Amerykanie kupowali w hurtowych ilościach sztukę z
Europy - to szło i szło, także w cenę - i to oni stworzyli rynek sztuki.
Z. K. Zatem, Panie Profesorze stąd z Maćkowej Rudej, w tej wędrówce,
znad Czarnej Hańczy dochodzimy do miejsca, gdzie technika bierze górę
nad sztuką, która to technika ma już swoją własną egzystencję? - Może
zechce Pan Profesor odnieść się do tego cybernetycznego bumu
komórkowego, elektro – techniki, i wszelkich innych nowinek, które
ekspresowo zalewają świat, właśnie z tamtej strony, zza oceanu z
Japonii...Zaczynamy się pytać własnej wyobraźni - czy to w jakimś
momencie, nie zakłóci, nie zagłuszy wszelkich działań w obrębie sztuki i
bytu duchowego naszej epoki? - bytu ,który jest już i tak bardzo
poskromiony...Na pewno zastanawiał się Pan nad tym właśnie stąd, z tego
miejsca, z takiego dystansu...
A. S. – Zastanawiałem się, nad tym wszystkim co muszę robić - Muszę
korzystać z tego "dobrodziejstwa". Aby realizować pewne projekty - muszę
pracować na komputerze – Jeżeli projektuję graficznie książkę to muszę
transponować tekst i grafikę - Jest to nowe narzędzie pracy, którego nie
zastąpi nic, i jak każde inne narzędzie wymusza pewien język – na pewno
tak! – no i pewną poetykę – na pewno tak, choć dla mnie obcą. Jak widzę
co robi Horowitz ze swoją fotografią, czy co robi się dzięki cyfrowej
technice z filmami w Ameryce, której efektami zachwyca się mój wnuczek -
To się dla mnie nie daje oglądać w spokoju - natomiast sama ingerencja
tych, czy innych, nowinek techniki - np. aparatu cyfrowego jest
naturalna...Aby zastosować zupełnie nowe narzędzie dla uzyskania
pożądanego efektu, należy nad nim panować...
Z. K. Na pewno jest Pan artystą pogranicza żywiołów, ukrytych w naturze
i w duszy człowieka. Jest Pan artystą, który patrzy na człowieka w jego
powiązaniu z przyrodą, traktując zachodzące na tej płaszczyźnie różne
relacje jako wyraz odwiecznego współistnienia, inspiracji i
odpowiedzialności – Powiada Pan w niejednych ze swoich wypowiedzi tak :
" Przyroda uformowała człowieka, jesteśmy jej dziećmi. Nawet nasza
wyobraźnia i system wartości estetycznych
zależą od przyrody..." - Zatem wracajmy szybko do otoczenia, które mamy
tutaj w zasięgu wzroku tu u Pana. Pamiętam w jakimś programie dla TV
Polonia,
kilka lat wstecz, mówił Pan bardzo pięknie o kamieniu, o jego wnętrzu,
czasie i całej metafizycznej sferze stosunku człowieka i jego życia do
kwestii natury...
Kamień, o ile pamiętam, dla Pana, jest wielką pojemnością - może on być
wnętrzem, takim jak ogromna sala... Doprawdy, bardzo dużo można
powiedzieć o kamieniu o jego czasie, a jednocześnie naszym człowieczym
miejscu... Może zechce Pan wrócić do tej wypowiedzi i przytoczyć dla nas
jakąś ciekawą inną
podobną sugestię, i ustosunkować się do tej kwestii, którą jakby
prowokacyjnie tutaj na powrót przytaczam?
A. S. Nikt nas, ludzi myślących, nie może zmusić do tego, żebyśmy rzeczy
oglądali tylko z jednej strony. My możemy spojrzeć na kamień w różny
sposób : – jak na swego brata, jak na swego wroga, możemy patrzeć na
kamień jak na rzecz martwą , jak na rzecz żywą, jak na świadectwo
historii, czy czasu, trwalsze a niżeli nasza historia- ta licząca się od
dnia naszych urodzin – Kamień trwa! – i śmię powiedzieć, że jest
znacznie mądrzejszy od nas, bo niewiele mówi - My natomiast, żyjemy
krótko - a mówimy dużo. Kamień żyje bardzo długo i też mówi, ale mówi
zwięźle, krótko i w sposób powiedziałbym monumentalny. On też zawiera
informacje, które możemy odczytać znając szyfr, czy będąc odpowiednio
wrażliwi...Azjata post - buddyjski chciałby widzieć kod i cały porządek
rzeczy nie tylko w istotach żywych, ale w każdej drobinie materii, bo
ona jest odbiciem porządku naczelnego...W różwym stopniu ważne jest to
co dzieje się w nas, i to co się dzieje w kamieniu. To jest ładunek
energii Stwórcy. Jest to cząstka Boga – cząstka "Ra" jak to się nazywa w
buddyźmie - Stąd problem w jakim stopniu dusza nasza jest
zmonopolizowana. Powstaje pytanie - czy tylko człowiek może mieć prawo
do posiadania duszy? –
Egoistyczne zarozumialstwo człowieka podporządkowuje sobie ten aspekt.
Mówi się, że wszystko co ludzkie jest stworzone na obraz i podobieństwo
Boga. Ale musimy pamiętać o tym, że zacna Biblia nie jest
jedynym zapisem na świecie, który mówi o potrzebie istnienia nadrzędnego
Sprawcy świata, który mówi o istnieniu takiego - czy innego etycznego
porządku... Dlatego też, mając taką świadomość, ja nie jestem
zwolennikiem wyznawania religii "X"- czy "Y", za jedyną sprawiedliwą czy
słuszną. Trzeba, i warto, o tym zawsze pamiętać.
Z. K. Czy wyznawanie takiego poglądu tzn. równania rzeczy martwych z
żywymi, nie staje na pograniczu jakiegoś pogaństwa? - bo jednak w pewnym
momencie człowiek homo – sapiens zaczął odróżniać, i to bardzo wyraźnie
te
rzeczy klasyfikować...zwłaszcza, gdy mocniej już się uduchowił,
powiedzmy w czasach "Starego Testamentu", czy rozwoju sztuki Renesansu,
albo Secesji...
A. S. – Nie - nie! – Bliższy jestem koncepcji teozoficznej. Takie
rozumienie świata porządkuje, i tłumaczy nam bardzo wiele innych rzeczy,
kiedyś tutaj u mnie nawet dyskutowaliśmy o substancji miłości, która
daje nam taką zmysłową przyjemność w momencie szczytu, w momencie
osiągnięcia punktu kulminacji – Ta wielka przyjemność, rozproszona w
miliardach aktów na całym świecie, w całej naturze przyrody – bo
przecież i ta jętka, i komar, i żuczek, i piesek, i my wszyscy,
poczynając nowe życie, rodząc w taki czy inny sposób, doznajemy
wielkiej chwili - wielkiej przyjemności... i ta ogromna koncentracja
rozkoszy, to właśnie był ten Wielki Wybuch ze strony Demiurga. Ta
rozkosz, się rozproszyła i trwa non - stop we wszystkich komórkach
żywych, i długo będzie jeszcze trwać dopóki nie wyczerpie się energia
rozkoszy Boga, który w tym wielkim akcie, erekcyjnym stworzył
wszechświat...
Z. K. Podziwiam, i rozumiem, określenie naszego polskiego kosmonauty, a
jednocześnie, jako spostrzeżenie, bądź co bądź człowieka, któremu były
system komunistyczny nie zezwalał na myślenie o Bogu, zwłaszcza tam w
wysoko w przestworzach, a jednak - się nie oparł !– Powiedział kiedyś
między innymi, że dopiero jak się zejdzie stopami na Ziemię z tego
wehikułu, wymyślonego przez umysł człowieka, kiedy się stanie tutaj
nisko, po obejrzeniu tych przestworzy w innych światłach - Tam, gdzie
bliżej do Boga, dopiero wtedy docenia się tę moc i siłę Stwórcy
przestrzeni, a w tym Wielkość i Jego przeogromną moc sprawczą Nie można
tam pozbawić się myśli o Stwórcy - Te kwestie przytaczam czasem,
kiedy idzie o kwestie Boga i natchnienie Ducha...Czyli, dopiero jak się
TAM wzniesie na swych skrzydłach, które wciąż są niedoskonałe, zbudowane
w wyobraźni umysłu, to się jest urzeczonym tą całą Potęgą, i nie sposób
nie wierzyć w początek Niego. Tu na Ziemi człowiek nie jest w stanie
tego dotknąć, choć, jak mówi poeta, wszystko bo cały wszechświat jest
pod stopami...Aż strach pomyśleć, że kosmonauta patrzy w oczy Boga -
jako umysł ścisły i techniczny - a co na przykład namalowałby artysta
plastyk, gdyby to zobaczył,
i po powrocie stamtąd na ziemię opowiedział na obrazie?
A. S. Namalowałem swego czasu 18 obrazów na temat Biblii, które za
chwile panu pokażę - jest taki Psalm, który pyta co nam pozostanie,
jeżeli my znajdziemy się w katastrofie : skrzydła nam odpadną jak
mitycznym bohaterom greckim – pozostanie nam tylko modlitwa i ufność w
opatrzność oraz ratunek boski... Skrzydła, biologiczne elektroniczne, i
mechaniczne – wszystkie skrzydła, jakie człowiek sobie przyczepił
odpadają, stoimy całkiem nadzy, spadamy na dno czarnej dziury. Modlitwa,
oto co nam jeszcze pozostaje... Są to moje obrazy do "Psalmów", które
tłumaczył też Miłosza. Namalowałem obrazy do "Apokalipsy" Miłosza. Zaraz
pokażę panu te obrazy w reprodukcjach,
( oglądam przepiękne prace profesora na kredowym papierze formatu A-3,
dwadzieścia stron – które profesor tutaj jednocześnie komentuje).To
jest, jak pan widzi, Alfa i Omega, bo Bóg Ojciec jest nieprzedstawialny
- A tu są te : pierwsze kościoły- Efez, Smyrna...Tu Leodycea, jest też
"Nowe Jeruzalem", i "rzeka światła i złota". A tu są "Bramy z pereł " z
Archaniołami, i "dwanaście szlachetnych kamieni", tworzących fundament -
a tu jest to drzewo, które rośnie po obu stronach rzeki, to są wszystkie
greckie imoina Chrystusa - Chrystus Bazyleus...A to jest część dyptyku
"Sąd ostateczny"- A tu jest "Szarańcza apokaliptyczna", która zasłoniła
słońce. Szarańcza jest skrzyżowaniem skorpiona i kobiety... A to jest
"Tron Władcy Babilonu" budowany był na językach - na kłamstwie,
pochlebstwie, i krzywoprzysięstwie.( oglądam przepiękne, duże kolorowe,
kredowe reprodukcje obrazów "Apokalipsy" profesora) - To wszystko były
obrazy olejne dość duże , a teraz są wystawiane, w salach Zamku w
Malborku w dobrym towarzystwie bo obok grafik Albrechta Durera. Mam
obecnie bardzo dużo innej różnorodnej pracy nad książkami, buduję
galerię autorską tu na terenie mej posesji, gdzie będzie można oglądać
różne moje obrazy i grafiki, które spakowane czekają na
swe miejsce, ciągle jeszcze maluję obrazy, i zaraz pokażę panu jeszcze
moją pracownię. Pracuję nad scenografią do opery "Orfeusz i Eurydyka"
w/g Ch. W. Glucka dla Opery Wileńskiej. Będzie ona wystawiona w Wilnie
na ogromnej scenie. Nie tak dawno zrobiłem dla Białegostoku "Wiśniowy
Sad" Czechowa.
Z. K. Pozostaję wciąż pod wrażeniem tych obrazów z Apokalipsy, którą
oglądałem przy Pańskim komentarzu - To ogromna wiedza, a jednocześnie
układanka twórcza z dziejów człowieczeństwa, żeby powstały takie obrazy
jako pewne skróty i metafory do całej Apokalipsy potrzeba wielkiej
wnikliwości.
Ale abstrahując już od tych pięknych widm, pozwoli Pan, że zmienię
kierunek zainteresowań w inną stronę, bo jakby w kierunku
antropologicznym Pańskiego pochodzenia i życia Panie Profesorze. Otóż
kilka razy było tu już, z racji pochodzenia Pańskiego, przywoływane
Wilno do którego stąd panu nie tak daleko, ale to nie tylko sentyment
dla Pana, ale kontakty artystyczne oraz odwiedziny, biorąc pod uwagę, że
Pan urodzony na Antokolu w Wilnie, co też było już tutaj
przywoływane...Ale pragnę, żeby Pan przybliżył te kontakty i swoje
spotkania, choćby Pańskiego przyjaciela i bywalca w tutejszym uroczysku
i siedlisku, gdzie Pan mieszka i tworzy, a mianowicie Czesława Miłosza -
może jakieś ciekawostki? – No, i może zechce Pan także wspomnieć o
innych przyjaźniach artystycznych...
A .S. Pływał tutaj ze mną po Hańczy, bywał tu często sam, a czasem z
synem i bardzo mu się tutaj podobało, mówił wprost ; "gdybym był co
najmniej kilkanaście lat młodszy- to bym tutaj na pewno kupił ziemię i
bytowałbym tak samo. Poznałem go np. z Krzysiem Czyżewskim, z
"Pogranicza" - Miłosz siedział – tutaj- o tutaj (profesor pokazuje na
krzesło, na którym ja siedzę za stołem i oglądam rzeczy), a Krzysio
klęczał przed, wręczając mu swoją pracę magisterską pt."Poezja Miłosza"
– Miłosz się ogromnie wtedy wzruszył, wyciągnął kartkę papieru, i przy
tym stole napisał tak : "Daruję Waści Krasnogrudę", na którą teraz nasi
luminarze kultury nie chcą dawać pieniędzy - to ci, albo podobni do
nich, nie chcieli pochować Miłosza na Skałce, oni uważają, że Miłosz to
jest litwomanem i wątpliwym poetą, agnostykiem, może i komunistą - a
także przyjacielem Gedroyca - a sam Giedroyć był antyklerykałem,
siedział w Paryżu i pisał, do nowo powstałych rządów sugerując im
prawidłowy stosunek do naszych wschodnich sąsiadów, i Rosji... i takie
tam różne rzeczy, o których nam wszystkim wiadomo...Co się tyczy samego
"Traktatu teologicznego" – Miłosza są tam różne treści, które nie
podobają się zainteresowanym, Miłosza – podobnie jak wypowiedzi do do
polskich i litewskich... No, i jak pan już pyta, co do innych moich
kontaktów, znałem Herberta, którego, jakoś tutaj przy Miłoszu, należy z
szacunkiem wspomnieć - Mówiło się ongiś o jakimś konflikcie pomiędzy
Miłoszem a Herbertem – to komercja! – Miłosz miał taką lekką rękę w
życiu, bo był wpierw dyplomatą, bo pochodził z rodziny lepiej ustawionej
historycznie z koneksjami wuja Oskara Miłosza, który był litewskim
ambasadorem... A Herbert, kiedy go tu w latach pięćdziesiątych
spotykałem, był skromnym, normalnym człowiekiem, o którym się wiedziało,
że pisze wiersze - ale nie wydaje, w tamtych czasach pozycja Miłosza a
Herberta była całkiem inna, co zresztą tak pozostało...Spotykałem się ze
Zbigniewem Herbertem, w czasach kiedy on był jeszcze bardzo młodym
człowiekiem, a było to w Olsztynie na Zamku u Skurpskiego. Trudno mi
oceniać dziś jednego - czy drugiego poetę - ale powiem, że wyżej cenię
dojrzałość i spokój Czesława Miłosza. Herbert jest bardzo dobrym poetą,
ale Miłosz jest jeszcze oprócz tego filozofem w tym co pisał i robił,
jest jakby pełniejszym człowiekiem, jest instytucją kulturalną oraz
ciągłym ambasadorem Polski. Obaj są warci dobrego miejsca w Literaturze
Polskiej. Ale w żadnym razie nie należy przesadzać i gloryfikować np.
wyłącznie Herberta. Z Miłoszem prócz tego wiążą mnie jeszcze inne
rzeczy. Jego brat Andrzej Miłosz był dokumentalistą Czesława i Jego
echem i Andrzej był żonaty z Grażyną Strumiłło, również z Mińskich
stron. A moja rodzina pochodzi spod Mińska, gdzie od setek lat siedziała
na tej ziemi. Mama moja pochodzi z Auksztoty dziadek mój miał zaścianek
Sudaty, który sąsiadował z Zułowem Piłsudskich – Piłsudscy byli
sąsiadami mego dziadka. Mama moja była chrzczona w Cejkinach na Litwie,
a ja urodzony w Wilnie. W Maćkowej Rudzie żyję od 1985 roku. Setki ludzi
tutaj przyjeżdża – znanych, mniej znanych, inni z zza granicy, nawet z
Japonii – Dom jest otwarty...
Z. K. Jednym słowem, biorąc wiele aspektów w Pańskiej twórczości i innej
wszelakiej działalności, można powiedzieć, że jest Pan szczęśliwy? – Na
pewno powinien Pan być spełniony, jako twórca i osoba prywatna,
osobowość, która odnalazła swoje miejsce, tożsamość... Ale ma się tę
świadomość, że jest Pan w tym poszukiwaniu artystycznym wciąż
obecny...Zrobił Pan i stworzył wiele ambitnych i pięknych rzeczy,
zwiedził Pan świat na ponad 40 różnych wyprawach długodystansowych i był
w wielu ciekawych miejscach, czego dowodem jest wspaniała i imponująca
dokumentacja katalogów oraz zbiory prawdziwych dzieł sztuki, z różnych
rejonów świata...Dotykał Pan murów tylu starych wspaniałych i okazałych
świątyń, miast i wsi ,stiup, pabed. itp. miejsc... Dziś jest Pan u
siebie, tak blisko kochanego Wilna. Tutaj nad Czarna Hańczą, także jako
hodowca przepięknych koni arabskich z długoletnim rodowodem. A matkę
rodowodu o nazwie "Mlecha" namalował w 1845 Juliusz Kossak i ten obraz
Pan ma u siebie. Konie wielokrotnie brały udział w wyścigach oraz
championatach i zdobywały nagrody - Obiecał Pan pokazać stadninę koni,
własną pracownię i obrazy oraz ten obraz Kossaka. Jak Pan może odnieść
się do tak stawianej rzeczy co do definicji szczęścia, albo
samospełnienia?
A .S. – Po latach doświadczeń zdaję sobie sprawę, w pełni z tego, że
wciąż uczestniczę wciąż w takim dramatycznym spektaklu, rozsuwając,
kurtynę ciemności, która ma ukazać prawdę pełną, a odsłania wciąż
następną kurtynę...To szczęście, o które pan mnie podpytuje, może mieć
różne oblicze, czasem nawet dramatyczne... Po pierwsze - mam bardzo
chorą żonę, która uległa kiedyś bardzo poważnemu wypadkowi, na torach
kolejowych, i jest dzisiaj bardzo nieszczęśliwą kobietą potrzebującą
opieki... Co do mnie powiem jeszcze tak – uwierać zaczyna świadomość
własnej marności. Bardzo dokucza człowiekowi wrażliwemu taka słabość
własna - ile można było zrobić, a ile jeszcze należy... Wystarczy wziąć
jakąkolwiek książkę lub album i zobaczyć
ile zostało zrobione, ile gigantycznej energii w to poszło, ile zrobili
inni. Cieszę się, że hoduję konie arabskie, to moja inna wielka miłość -
mam obecnie piękne źrebaki – rosną u boku swych matek. (za nim pójdziemy
do stajni pan profesor pokazuje swoje niektóre książki, albumy, między
innymi album opracowany dla Janowa Podlaskiego o koniach arabskich –
Profesor pokazuje także coś innego, bo wielosłowną piękną ręczną
dedykację mówiąc) - A tutaj proszę przeczytać, to od Miłosza. ( czytam,
na specjalnie wykonanym niebieskim etui, z publikacją wydruku
"odnalezionego" wiersza w archiwum Iwaszkiewicza, jest u dołu dedykacja
ręcznym pismem – i podpisano :...z przyjaźnią Czesław Miłosz...Pan
Andrzej dalej kontynuuje...) – Ten wiersz był kiedyś dedykowany żonie
Iwaszkiewicza, a dotychczas nigdzie nie był publikowany... Mam wiele
książek Czesława oraz od innych moich przyjaciół współczesnych, jak :
Tomas Venclova, Tadeusz Różewicz...
Z. K. Wie Pan Profesorze, jak patrzę wokół, w te różnorodne Pańskie
działania oraz te, czy inne publikacje, a dodam, że wcześniej już
obcowałem z Pana książkami, malarstwem, zanim tutaj do Pana
przyjechałem, odświeżyłem swoją różną wiedzę o Panu - i jak tak patrzę -
absolutnie wszędzie, czego się Pan podejmuje, i wszędzie tam, gdzie już
wiele rzeczy powstało – to jest w tym szerokim działaniu : wiedza,
filozofia i ogromna "Potęga smaku" – i jakbym mógł przywołać dalej tutaj
Herberta, to tylko dlatego, bo zaraz wydaje mi się, że
gdzieś czyha tutaj : "Barbarzyńca w ogrodzie" - Wiem, że wyhodował Pan
swój ogród sztuki i przepiękny park - dziś już dorastających i pokaźnych
dzieł, jak i różnorodnych drzewek... Kiedyś wiele lat poprzywoził je Pan
z podróży i innych wypraw – To też jest kolejna ogromna wiedza! - Jak
trzeba nad tym wszystkim panować? - żeby nie pomieszać, pewnych pojęć, i
tych filozoficznych, i żeby się przypadkiem nie powtórzyć - ani nie
pomylić... Zna Pan tyle wtajemniczonych
teozoficznych – to jest w książce "NEPAL" i w albumach, a poezja wydana
w dwu dużych zbiorach pt. "JAK" i "MOJE" jest tak głęboko, że tak powiem
,mocno zfilozofowana i zmetaforyzowana, jest jednocześnie pisana na
autopsji swojego pielgrzymowania do bogatych kultur świata, o
różnorodnym obyczaju, co zresztą pokazują także inne pańskie książki, że
zwykły człowiek robi się taki malutki...I co najważniejsze! - jest w tym
Pańskim wszech - działaniu wielka
świeżość i energia, a jednocześnie tak sensorycznie rozkładający się
zmysł...Co Pan powie na takie skrótowe i metafizyczne, ujęcie pana
osobowości?
A. S. Długo już żyję!( tu profesor śmieje się przekornie) W Nepalu byłem
4 razy, odbyłem 11 podróży do Indii. W Chinach byłem 4 razy, i
przejechałem je
całe w czasie "Rewolucji kulturalnej". Byłem czterokrotnie w Mongolii, z
Chabarowska przywiozłem niedźwiadka "Mińkę". Byłem a Japonii, Tajlandii
w
wojennym Wietnamie, Turcji, Syrii na Kaukazie, w wielu krajach Europy...
Niestety nie byłem tylko w Australii. Australia jest oczywiście
kontynentem nowym, nie posiadającym historii... Powiem, że ja nawet do
Afryki nie chciałem jechać... Moje wszystkie wyjazdy, z wystawami, i
wszelkie podróże były podjęte świadomie. Do Wenecji pojechałem ze swoją
wystawą, i dużo po Włoszech wędrowałem - to piękny kraj. Przeszedłem
pieszo całą Sycylię. Wszystko udokumentowane jest w wielu różnych
katalogach, skryptach i książkach... Szkice, literackie i graficzne oraz
fotografie stanowią dokumentacje podróży. Osobny zbiór sztuki i
przedmiotów kultury materialnej dalekiego i Środkowego Wschodu trafiło
do Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie oraz do Muzeum Etnograficznego w
Krakowie. ( tu profesor komentuje dalej i podpisuje jednocześnie mi
najnowszy katalog pt. "Indie", z różnych swoich podróży po Indiach).
Z. K. Czas na mnie, już musimy kończyć to przeurocze i sympatyczne nasze
spotkanie, przy okazji którego wiele rzeczy dowiedziałem się, a i mam
nadzieję że i czytelnicy...Jest tu, jak mi się wydaje, bardzo bogaty w
treść materiał, nader bardzo pojemny Panie Profesorze. Myślę, że jeszcze
Pan pokaże Czarna Hańczę i konie oraz pracownię z najnowszymi obrazami,
a także obejście tego uroczego i pięknego Siedliska, gdzie - czuję to,
emanuje ogromna pozytywna energia, gdzie leży dużo kamieni tzw.
,otoczaków różnych, dużych ogromnych, i tych mniejszych, nawet mur wokół
domu z nich jest zrobiony... A na ganku domu, wykonanego z drewna,
pokrytego gontem, czuję zapach skórzanych, leżących tu, siodeł końskich
czekających zapewne na przejażdżki gościnne...A może jeszcze zechce Pan
powiedzieć, tak od siebie, o tej konnej miłości, chociaż dwa słowa, o
koniach, o ich mądrości, sile, i dostojności?
A. S. Tak! – Hańczę, konie każdy kto mnie odwiedza ogląda...koń –
zwierzę mądre, ale przede wszystkim czułe. my nie musimy wszystkiego
mierzyć naszym ludzkim rozumem i naszą ludzką psychiką...koń jest bardzo
mądry na swój sposób. Zrobiłem książkę o koniach arabskich - nazywa się
"Al Jawad"
co znaczy po arabsku "szlachetny" - Jest to historia Stadniny Janów
Podlaski i sytuacja konia arabskiego w Polsce. To jest tytuł "poetycki',
natomiast podtytuł brzmi ; "Konie Janowa". Koncepcja i opracowanie jest
moim wkładem. To już poszło w świat...Jest tu wiele rzeczy o koniach;
historia rasy, wiedza o tym zwierzęciu, o jego hodowli i nie tylko.
(oglądamy tę kolorową, pięknie wydaną, książkę z reprodukcjami wewnątrz)
- Powiedziała nie dawno goszczaca u mnie Iza Cywińska, była pani
Minister Kultury, że spokrewnieni jesteśmy po przez konie - W pewnym
sensie tak!- (szczerze tu śmieje się profesor) - Cywińska jest w gruncie
rzeczy z rodu Dzieduszyckich - a Dzieduszyccy do majątku Jarczowiec na
Ukrainie w roku 1845 sprowadzili trzy klacze z Arabii : "Mlechę",
"Saharę", "Gazelę", a te trzy klacze, co jest tutaj ważne, sportretował
wówczas młody artysta malarz Juliusz Kossak!- mając lat 20, jeszcze
przed studiami w Paryżu u Verneta... A ja jestem dumny, że u mnie stoją
w stajni konie będące potomkami "Mlechy" – pra – pra – pra -wnuczki "Mlechy".
Stałem się też bardzo szczęśliwym posiadaczem, obrazu Juliusza Kossaka,
który przedstawia ową pra - pra – pra - babcię "Mlechę". Jestem dziś
posiadaczem jej kolejnych potomków, których linia jest ściśle
przestrzegana i pieczołowicie chroniona, aż do dzisiaj. Jest ten obraz u
mnie, i jeżeli pan tylko chce, pokażę... (szybko odpowiadam-tak! –
Przechodzimy do pokoiku obok, gdzie na ścianie frontowej wisi ten
kolorowy, oprawiony, obraz – rozmawiając – ja fotografuję ten obraz, na
co pozwolił profesor wcześniej ) – A tu mam osobny album moich koni - Są
to różne fotografie pani Zofii Raczkowskiej na koniach.
Z. K. - Ten przydomowy park sadzony jest rękami Profesora? – trochę
młodnik, z różnorodnych rodzajów drzew jawi się nadzwyczaj zdrowo i
okazale, jak widzę jest tutaj bardzo wiele gatunków nieznanych drzew i
krzewów w Polsce.
A w rozgałęzieniach koron niektórych drzew widzę, są umieszczone
otoczaki...
A. S . – Tak, wiele przywiozłem i sadziłem sam... (Tuż obok za domem
widzę stadninę koni...wchodzimy do stajni - widzę obok dwu klaczy
arabskich po jednym źrebięciu - Są piękne i bardzo żywe... Profesor
przez furtę, wtula głowę do boksów, a klacze chrapami chwytają Jego
policzki i
muskają jego głowę, chwytają swego profesora delikatnie chrapami za
włosy. Wchodzi do innych boksów i głaszcze konie i tuli się do nich –
Bystre arabskie klacze wydają przyjazne dźwięki aksamitnymi chrapami...
A na podwórku stoi duża rzeźba, jeszcze nie ukończona - jest to rzeźba z
granitu kobiety autorstwa syna profesora, który jest artystą plastykiem,
jak oznajmia profesor, po ASP w Krakowie. Profesor poszedł do domu po
klucz do pracowni a ja udałem się nad rzekę, która płynie tuż za murem
wykonanym z otoczaków... Czarna Hańcza jest dość szeroką rzeką i jak się
okazuje w tym miejscu niegłęboką...Na brzegu, przy domu, w jednym z
miejsc, jakby przy takim rozlewisku widzę ślady wielu kopyt
końskich...Podchodzę i myję ręce, twarz wielokrotnie... Patrzę na
północny wschód. Czarną Hańczą można przepłynąć wprost do
Niemna...Słońce dość nisko nad lasem, daje rozumieć, że należy już, i
trzeba odjeżdżać, jeszcze tylko wejdę do pracowni plastycznej profesora,
żeby spojrzeć także na obrazy, i odjechać z metaforami tych płócien do
domu...Profesor pokazuje pomieszczenie pracowni, obrazy, projekty pod
urokiem których wychodzę z pracowni kierując się z panem Andrzejem do
bramy siedliska. (Idziemy spacerkiem przez całe obejście, przez
podwórze) - O widzi pan tutaj tą nieukończona budowę - to będzie moja
galeria autorska,( widzę rozbudowę pomieszczenia, stojącego na
fundamencie, w ciągu dwu budynków, jako klamra, i jakby do połowy już
wyciągnięty mur, albo jest to coś po adaptacji ? ) - Muszę to zrobić, bo
wielu, chce zobaczyć moje prace plastyczne...Mam tego dużo - a powinno
to być dostępne dla ludzi, którzy coraz liczniej tutaj przyjeżdżają -
Chcę to ukończyć, ale to koszta...( Przed bramą siedliska żegnam się, po
kilkugodzinnym spotkaniu serdecznie, jak z Arcyartystą i Dobrym
Pasterzem Sztuki, Osobowością nadzwyczajną - jest ciepło - rżą konie...)
Z. K. - Dziękuję Panie Profesorze najserdeczniej! - za tę artystyczną
rozmowę, która była nie tylko pokazaniem Pańskiej prywatnej osoby, ale
okazała się dla mnie wielką przygodą uzmysłowiającą mi szeroko pojętą
wiedzę, było to urocze spotkanie i piękny wykład...( Profesor na
pożegnanie ściska mi dłoń - a gdy już siedzę w aucie, i ruszam przed
siebie, On kiwa ręką, i długo stoi przed bramą...)
- z profesorem Andrzejem Strumiłło
w Maćkowej Rudzie na Suwałkach
rozmawiał Zbigniew Kresowaty
( 25.07. 2006 roku)
|
|
|
Zbigniew Kresowaty - KreZbi |
|