| |
|
|
| |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| |
|
 |
 |
PORTRET Z ARCHANIOŁEM NA
POGRANICZU W OKNACH PAMIĘCI |
|
|
|
|
|
| |
|
|
|
|
|
|
|
| |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
rozmowa z Tadejem Karabowyczem – poetą, tłumaczem,
pracownikiem naukowym UMCS w Lublinie
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Zbigniew Kresowaty: Znajdujemy się w Holi, małej wsi na wschodzie
Lubelszczyzny, w takim przepięknym miejscu historycznego już Podlasia,
gdzie mieszkasz od lat i tworzysz. Egzystujesz społecznie tutaj w takim
magicznym krajobrazie, gdzie są jeszcze miejsca nieskażone senso-scricte
urbanistycznie i bez agresywnych reklam. Jednym słowem Ty poeta w swojej
"małej ojczyźnie" tworzysz, gdzie natura z żywą biologią tkwią szeroko w
symbiozie i funkcji dumnej ziemi kresów w obrazie rzeczy samej jeszcze
dziewiczym. Jest tutaj XVIII wieczna cerkiew i skansen, który
otworzyliście kilkanaście lat temu wraz z żoną Aliną. Jesteś wykładowcą
na filologii ukraińskiej UMCS w Lublinie (ok. 70 km stąd) – Jesteś
twórcą, autorem 8 tomików poetyckich i nie tylko, bo i książek
tłumaczonych przez siebie na język ukraiński, ponieważ jesteś tego
pochodzenia. Jesteś też autorem antologii poezji ukraińskiej pt. "Po
tamtej stronie deszczu" (Lublin 1998), wykładów pt. "Dziedzictwo Kultury
Ukraińskiej"(2001), monografii pt. "Portret ze skrzydłem archanioła"
(2003), która mówi o poezji wybitnego i prześladowanego poety
ukraińskiego Ihora Kałyncia, co było tematem merytorycznym obrony Twojej
pracy doktorskiej, jak i wielu innych rozważań nad tą osobowością...
Dodam jeszcze, że inicjowałeś także wydawanie rocznika „Ukraiński Zaułek
Literacki” od 2001 roku poświęconego wyłącznie twórczości poetów
mniejszości ukraińskiej w Polsce. Napisał w swej "nocie tłumacza" Jan
Leończuk z Białegostoku, jako poeta i krytyk literacki i znawca kultur
pogranicza, o Twojej książce poetyckiej pt. " Już dzień się nachylił do
czterech krańców świata" takie oto słowa, cyt.: " Tadej Karabowycz pisze
po ukraińsku i chociażby z tego powodu skazany jest na samotność, którą
pogłębia: złożona natura poety, wrażliwość oraz skłonność do myślenia
mitycznego..." - Ja myślę, że nic tutaj nie można dodać ani ująć...
Natomiast nie bez kozery zrobiłem taki obszerniejszy wstęp do tej
rozmowy, ponieważ pragnę abyśmy porozmawiali głównie o tym pograniczu,
na którym zamieszkujesz, bo jesteś jego znawcą i szerzej, ale właśnie
tutaj, gdzie od lat mieszkasz i tworzysz...I chociaż to taki szeroki pas
ziemi, gdzie wymieszały się kultury, to jest on na pewno o wiele
obszerniejszy, jeżeli idzie o Kulturę i Sztukę on jest bardzo szeroki, i
nie bez wpływu na całą kulturę regionu. Może dasz się namówić na
charakterystykę własnej osobowości i wszelkich działań nie tylko
artystyczno-literackich, być może w kontekście tego, co napisał w Twej
książce Jan Leończuk?- Czy i jakim jesteś samotnikiem? - Dodałbym
prowokująco więcej, że jesteś nie tylko sumieniem swojej "małej
ojczyzny", ale i osobą, która chroni usilnie jak tylko może tutejszej
natury i tego miejsca, które co tu dużo mówić i Ciebie jednocześnie
tworzy. Chciałbym ,żebyś też odniósł się twórczo szerzej co do
tutejszych tzw. mieszanek kulturowych , skądinąd bardzo sympatycznych i
cennych dla całej kultury Podlasia i Chełmszczyzny.
Tadej Karabowycz: Najtrudniej jest mówić o sobie nie poprzez skłonność
do myślenia mitycznego, a z braku świadomości dystansu wobec siebie.
Wraz z upływem czasu narasta przekonanie, że wszelkie osiągnięcia, o
których tutaj wspominasz, są jedynie namiastką czegoś co powinienem
dokonać. Swoją drogę życiową określiłem wędrówką do siebie, a samotność
, którą, obok tłumacza Jana Leończuka, także omawia profesor Teresa
Zaniewska, we wstępie do tomu wierszy pt." Już dzień się nachylił do
czterech krańców świata ", jest kreacją artystyczną, która w mojej
biografii ma ważne znaczenie. Pozwala na dystans wobec galopującego
czasu. Mój dzień nachyla się do czterech krańców świata, bo za chwilę w
obliczu umykającego czasu nastąpi wygaśnięcie moich świateł, a więc
chciałbym by chwila ta, którą ukochałem, trwała jak najdłużej ,i
należała do mnie , z moimi wspaniałymi grzechami i przypadłościami...
Jestem poetą piszącym w języku ukraińskim ,wydałem osiem tomików w tym
"Poezje wybrane" w 2001 roku. Moje wiersze były tłumaczone na język
polski przez poetę Jana Leończuka i wyszły trzykrotnie w roku 1998 w
tomiku „Powrót”, w 2004 roku w tomie dwujęzycznym oraz w „Długa rozłąka”
2006 roku.
Inicjowałem wydawanie rocznika "Ukraiński Zaułek Literacki" w 2001 roku.
, który obecnie ma już sześć edycji oraz prezentuje literaturę ukraińską
i dorobek twórczy ukraińskiej mniejszości narodowej zamieszkującej w
Polsce. Tłumaczyłem na język polski najwybitniejszych poetów
ukraińskich, w tym emigracyjnych, a także na język ukraiński wiersze
Czesława Miłosza i Wisławy Szymborskiej. Zajmuję się literaturoznawstwem
ukraińskim na Uniwersytecie Marii Curie – Skłodowskiej w Lublinie. By
ten obraz był pełniejszy dodam, że interesuję się etnokulturą oraz
etnografią całej Chełmszczyzny i Podlasia. Jest to chyba szerokie
spektrum mojej pojęciowości naukowo –literackiej a jednak, gdy przyjrzeć
się bliżej, to raczej są to moje zainteresowania osobiste. Jest to moja
druga życiowa pasja i dodałbym "wędrówka do siebie”, która w mojej
biografii zajmuje ważne miejsce. Szukając wypowiedzi artystycznej dość
często posługuję się myśleniem mitycznym, dystansując się w ten sposób
wobec dnia codziennego i galopującego czasu. Staram się odgrodzić od
nadmiernej cywilizacji, mieszkaniem na wsi i pracami społecznymi na
rzecz najbliższej okolicy oraz swojej mniejszości narodowej.
Pragnąłbym odnieść się do kwestii pogranicza kresów oraz małej ojczyzny
i odpowiedzieć na pytanie czym te pojęcia są dla mnie. Mimo żmudnego i
ciągłego określania tożsamości mam świadomość dawno skrystalizowanej
ojczyzny duchowej, ugruntowanej w językowej oprawie kilku moich tomików
wierszy. Mimo wszystko nie jestem poetą poszukującym swojej tożsamości,
należę, bowiem do areału literatury ukraińskiej. Jeśli chodzi o
„pogranicze”, to miejsce, gdzie mieszkam nie jest dla mnie pograniczem,
czy kresami. Moje strony rodzinne były i pozostaną dla mnie centrum
świata. Nie czuję się poetą pogranicza i gdybym miał przeprowadzić linię
gdzie przebiega moja poetyka- chociaż wolałbym by zrobili to krytycy
literaccy- powiedziałbym krótko, przebiega przez sam środek serca. Kresy
to ziemie pogranicza, zwłaszcza dawnej Polski leżące na wschód od
stanowisk wojskowych gdzie w XVII w. strzeżono rubieży Rzeczypospolitej
przed najazdami tatarskimi. Ale w wyniku rozwoju historycznego pojęcie
kresów zaczęto w historiografii polskiej oznaczać zupełnie coś innego i
utożsamiać z bliskim pograniczem, nadając wymiaru nazewniczego kresów
wszystkim ziemiom, które Polska utraciła po 1939 r., a nawet takim
enklawom jak Podlasie, przemyskie czy Chełmszczyzna. Często słyszy się,
ze Lublin jako miasto ma cechy pograniczne poprzez elementy wschodnie
takie jak cerkiew czy nazwy ulic (Ruska, Unicka). Nazwy te nie istnieją
w świadomości narodowej współczesnych Ukraińców, nie ma synonimu „kresy”
w języku ukraińskim, a raczej głęboko zakotwiczone są historyczne nazwy
takie jak Wołyń, Podole, Galicja.
Z . K . Jeżeli możesz uzasadnij proszę i opowiedz, jak doszło do
spotkania z poetą Ihorem Kałyncem, gdyż wydaje mi się jest to bardzo
ciekawy okres w Twoim życiu. Powiedz jakie pobudki czy umocowania tkwią
w Twoim wyborze
jeżeli idzie o napisanie pracy doktorskiej, że akurat wybrałeś tego
poetę, który jak wiadomo był więziony przez reżim sowiecki za swoje
przekonania. Ty wziąłeś sobie za honor osobowy, żeby o nim pisać- wiem,
że odwiedzałeś go nawet na Ukrainie i zaprzyjaźniłeś się z nim. Co tak
na prawdę skłoniło Cię do podjęcia się wędrówki po jego ciekawym i
tragicznym życiu? Wiemy, że jest on nie jedynym przykładem niszczenia
sumień ludzkich na Ukrainie jego zesłano za pisanie wierszy i
publikowanie ich na Zachodzie oraz uznano go politycznie groźnym. Został
zesłany na Sybir do ciężkich robót w łagrach, a co było chyba ważnym
wątkiem dla obrony Twej pracy doktorskiej - Trochę wiem o zawartości
Twego doktoratu, bo czytałem go, za Twoim pozwoleniem, kilka lat wstecz
u Ciebie w tym autorskim siedlisku tutaj na Holi. Dziś, może
zechciałbyś, z takiego większego dystansu, przybliżyć tę oryginalną
osobowość?
T . K . Poetę ukraińskiego Ihora Kałynecia poznałem w połowie lat 80
,już jako legendę i dysydenta "na kawie" , modnej wówczas we Lwowie
formie spotkań towarzyskich .Poetę przedstawił Jarosław Hnatiw,
kolekcjoner sztuki i pracownik naukowy lwowskich uczelni. Rozmawialiśmy
wówczas z Ihorem Kałyneciem tylko o poezji, gdyż pan Hnatiw przed
spotkaniem prosił ,żebym nie poruszał świeżego jeszcze w jego wnętrzu
bolesnego doświadczenia "zsyłki", z której Ihor Kałyneć powrócił do
Lwowa po dziewięciu latach nieobecności w latach 1972- 1981. Znałem
wówczas jego wiersze z dysydenckiego tomiku pt. "Pidsumowujuczy
mowczannia" ( "Podsumowując milczenie") wydanego w Monachium w 1971
roku. W latach osiemdziesiątych często bywałem we Lwowie, i tak się
złożyło, że udawało mi się spotykać poetę i z nim rozmawiać. Zostałem
zaproszony przez niego do jego domu na ulicy Kutuzowa , gdzie też
poznałem żonę Ihora - Irynę Kałyneć – Stasiw więzioną również za swoje
przekonania polityczne. To nasze spotkanie odbywało się wówczas w
„wielkiej konspiracji”. W mieszkaniu Kałynciów zwracano się do mnie
"Taras", poeta uważał, że jest śledzony. Dodam, że nie była to prosta
dla mnie rozmowa, bo nie byłem do niej przygotowany i chociażby na
zwykłe ciekawości nie mogłem sobie pozwolić, rozmawialiśmy nawet
szeptem. We Lwowie zacząłem odczuwać tragiczny stan ukraiństwa
faktycznie sprowadzony do minimum. Ihora Kałyncia poetę otoczonego
malarstwem i książkami w jego mieszkaniu ujrzałem jakby w kokonie, bo te
obrazy, ceramika huculska były to symbole oddzielenia się od
rzeczywistości podkreślonej długą poniewierką zesłania. Zachwycałem się
twórczością poety, jego bezkompromisowością i trafną analizą
rzeczywistości...A gdy już zacząłem pracować w Zakładzie Filologii
Ukraińskiej UMCS w Lublinie moja wiedza o poecie była dość spora,
nadawała się do napisania o nim rozprawy doktorskiej, co zresztą zostało
zrealizowane w 1998 roku, by następnie zaistnieć w mojej książce pt.
"Portret ze skrzydłem archanioła - o poezji Ihora Kałynca", którą wydało
Wydawnictwo UMCS w Lublinie w 2003 r. Paralelnie wydałem przekłady jego
wierszy pt. " Karpat lub księga z Poselja"- Wydawnictwo "Tyrsa"
(Warszawa 1998) ,do którego Kałyniec napisał specjalne słowo wstępne .
Spotkanie z poetą Ihorem Kałynciem było poważną próbą wgłębiania się w
jego twórczość, osobowość i całościową oceną tego doświadczonego i
wybitnego poety ukraińskiego w szerszym aspekcie literaturoznawczym. O
twórczości tej nie potrafię mówić z dystansu, a być może powinienem,
gdyż ta wybitna osobowość ciągle towarzyszy moim wędrówkom literackim.
Przez lata narastała pomiędzy nami ożywiona korespondencja. Jestem w
posiadaniu wszystkich jego książek, mam jego autograf jego wiersza "Dom
zimą" z tomu "Karpat lub księga z Pselja", z czego jestem dumny i
szczególnie sobie cenię dedykacje autorskie, które Ihor Kałyneć wpisywał
na stronach tytułowych swoich książek. Wiersze Kałyncia tłumaczyłem z
wewnętrznej potrzeby i chęci przybliżenia czytelnikowi polskiemu jego
twórczości i jak również po to, by uzmysłowić Polakom, że Ihor Kałyneć
jest wybitnym poetą. Chciałem również ukazać szerzej jego otoczenie
literackie, przyjaciół, stąd tłumaczyłem wiersze kijowskiego poety
Mykoły Worobjowa i utwory poetyckie Wasyla Hołoborod'ki, poety obecnie
mieszkającego pod Łuhańskiem, we wschodniej części Ukrainy. Moje
przekłady z literatury ukraińskiej ukazały się w roku 1998 i nosiły
tytuł "Po tamtej stronie deszczu – poezja ukraińska" (Wydawnictwo UMCS w
Lublinie) i spotkały się z życzliwością krytyki literackiej. Tłumaczyłem
tutaj wiersze: Josypa Struciuka - poety mieszkającego w Łucku a
urodzonego w miejscowości Strzelce na Chełmszczyźnie oraz wiersze
innych: Ostapa Łapskiego, i jak wspomniałem wcześniej poetów ukraińskich
emigracyjnych, tworzących w latach 1959 – 1971 grupę literacką
"Nowojorska Grupa" : Bohdana Bojczuka, Jurija Tarnawskiego, Wirę Wowk,
Romana Babowała i Mariję Rewakowycz. To jakby klamra, która spina moją
pracę translatorską, jeżeli dodam, że tłumaczyłem zupełnie nie tak dawno
wiersze Serhija Żadana dla pisma literackiego "Studium" wydawanego przy
UJ w Krakowie - Jest to poeta najnowszej dekady, który pisze metryczne
dobre wiersze, podobne do tych, które pomieszczał "Brulion", zatem
musiałem tutaj zgłębić jego metaforykę do odpowiednio innego rytmu i
semantyki niż moja własna. Przekłady zawsze sprawiały mi radość twórczą
i trzeba mieć świadomość, że tylko poeta powinien przekładać poetów,
wtedy jest prawdopodobna wierność w przekazie tekstów.
Z. K. Zatem wiemy już wiele o Tobie, przejdźmy proszę, do dzisiejszej
klasyki współczesnej, do poety , który pochodzi także z pogranicza co
zresztą bardzo wyraźnie widać w jego twórczości literackiej. Jest wiele
tego nawet całe ciągi kwestii ,jak toczyły się dzieje ludzkie i jak się
mieszały i jak powstawały pewne zależności kulturowe. A chodzi mi o
Czesława Miłosza pochodzącego z Litwy, którego twórczość sobie bardzo
cenisz i lubisz. Jak wiadomo poeta ,nawet z emigracji, wołał o
kultywowanie twórczości kresów wschodnich i pochwalał tu zawsze wszelką
działalność twórczo-literacką pisaną na pograniczu całej ściany
wschodniej ,o czym dobrze razem wiemy. Natomiast wiele z tych czy innych
kwestii możemy znaleźć w "Traktacie teologicznym”, który ja na użytek
własny i tej rozmowy nazywam "moralnym”, opublikowanym w
"Kontrapunkcie", w dodatku do "Tygodnika Powszechnego" (nr 47/201), a
który to wywołał różne kontrowersje , co zresztą lubił poeta. Miłosz rad
zawsze był, gdy podejmowano wszelakie dyskusje, czy rozważania, na
tematy kulturowo- społeczne pochodne i nawet drażliwe politycznie... A
tu chodzi przecież także o wschód, o polskość o etniczność... Kłonił
głowę i wspierał tych, którzy przyczyniali się do dyskusji na łamach
nowo powstałych periodyków na pograniczu, jakkolwiek innym i kulturowym,
i oczekiwał mądrej dyskusji na ich łamach. No! – tak oczywiście nie był
jedynym , któremu na takich kwestiach zależało. Byli też inni, którzy
doznali emigracyjnego rozdarcia, lecz on poczytywał sobie za swój
niepisany obowiązek partycypowania, nie tylko w tego typu problemach,
ale i w innych literackich kwestiach. Wracając do "Traktatu
teologicznego" pisanego w formie poematu eseistycznego, poeta poszukuje
w nim własnej tożsamości kulturowej i bardzo głęboko chwilami
antropologiczne dotyka kwestii tworzenia się szeroko państwowości i ich
składników oraz uwarunkowań ,na co czasem nie zwracano uwagi albo
kwestii, których nie chciano szerzej poruszać...To poszukiwanie bazowane
na rzymskim katolicyzmie, na korzeniach litewskich, dotyka kwestii Unii
polsko -litewskiej. A pomocą dla niego jest Adam Mickiewicz, przynależny
do okresu oświecenia i romantyzmu. Miłosz na takim ukrytym ściegu u
"Pana Tadeusza" broni poety, jak mówi, przed banalizacją, chcąc mu
przywrócić; tajemniczość i przybliżyć jego w kontekście współczesnej
literatury. Skądinąd zarzuca się Mickiewiczowi libertyństwo w czasie
zaborów Polski, i inne cechy, jak wielu wybitnym na swoje czasy
poetom...Ale tutaj nie Miłosz to mówi. Miłoszowi też się wiele zarzuca,
chociażby z "Traktatu”, np. to, że mówi: „na pogańskiej Litwie
chrześcijaństwo wdrażali tak samo Krzyżacy i Polacy"... Należy wiedzieć,
że wszelkie takie kojarzenia budzą dyskusje, a te dyskusje wyzwalają
inne dywagacje, i podgrzewają atmosferę nie tylko literacką. Może
podejmiesz się omówić ,jako osoba z pogranicza ,co wiesz na tematy
podobne lub może podejmiesz się odpowiedzieć na pytanie: Co sądzisz o
"Traktacie teologicznym" Czesława Miłosza? gdyż wielu literatów
intelektualistów, kwestii tam zawartych nie rozumie, lub odwraca je
stawiając zarzuty nobliście.
Sprawy pogranicza zawsze były trudne do rozważań, gdy dotykano
pogranicza,często brały górę emocje i wartości moralne. I wiemy, że
poszukiwanie własnej tożsamości jest ogromnie ważne, konieczne i
wymagające czasu, dlatego trudne...
T. K . Czesław Miłosz w "Traktacie teologicznym" mówi o istnieniu
"drugiej przestrzeni": wiary i niewiary(zwątpienia) ,wiedza ta wynika
,jak sądzę z życia poety w różnych krajach i środowiskach, wśród
zbiorowości ludzkich, narodowościowo i religijnie zróżnicowanych.
Zapewne poeta doskonale te wątki czuł i nie ukrywał,że zna sposób
myślenia zbiorowego społeczności jednolitych religijnie i kulturowo. W
jego Wilnie obok kościołów były cerkwie, synagogi i meczety. Pisząc
poemat "Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada", który wydał Instytut
Literacki (Paryż 1974), nawiązał do korzeni rodzinnych, gdzie jego
przodkowie ocierali się o litewskość, białoruskość. Poeta stara się
rzeczy minione takie jak dokumenty historyczne oczyścić z przemijania i
nadaje im funkcję fikcji literackiej. Okolicom rodzinnym natomiast
pragnie przywrócić zmitologizowaną tożsamość terytorialną. Trzeba
powiedzieć ,że gdyby nie silne emocje , które temu procesowi
towarzyszyły, nie byłoby dzisiaj w literaturze polskiej wspaniałego
kontekstu, że poeta Czesław Miłosz pozostaje ostatnim wyznawcą Wielkiego
Księstwa Litewskiego. Do dobrego tonu zaliczam pojawianie się Czesława
Miłosza z Josipem Brodzkim i Tomasem Venclową i ich wspólne dyskusje
literackie na różne tematy zawsze w dużym - formatowo - merytorycznym
stylu. A także nieznany jeszcze wątek kontaktów literackich z papieżem
Janem Pawłem II w latach 80. Czesław Miłosz stoi na zdjęciu z 1981 roku
z Ojcem Świętym, gdzie widać onieśmielenie pomiędzy nimi. Najwyraźniej
kontekst uwidacznia się na gruncie krakowskim, gdy poeta pisał "Traktat
teologiczny" - a Ojciec Święty pracował nad "Tryptykiem Rzymskim"
(Kraków 2003 ). Zwróćmy uwagę, że oba dzieła powstały w bliźniaczym
sobie czasie, chociaż w różnych miejscach oraz, że pisali je ludzie
sędziwi. Nie sądzę by Czesław Miłosz przekroczył w swoim "Traktacie
teologicznym" jakąś granicę testamentalnego wyznania czy zechciał łamać
kanony teologiczne. Tak zresztą jak w "Tryptyku rzymskim" Jan Paweł II
nie rozszerza przecież kanonów teologicznych. Wybitność tych dzieł
polega na silnej kreacji duchowej pisanej z myślą o przyszłości,
otwierając świadomość znaczenie dalej i głębiej niż mogłoby się to
dzisiaj wydawać.
Czesław Miłosz nie był teoretykiem jakiegoś porządku, z którego można by
budować obraz szablonowego współistnienia kultur. Poeta sygnalizował w
swojej twórczości pewne zasady np. "jak było"(książka o dwudziestoleciu
międzywojennym) lub jak "być powinno" – jego słynne zdanie o Wilnie z "
Szukania Ojczyzny" (Kraków 1996), które brzmi: " Wilno jest stolicą znów
niepodległej Litwy i cieszę się z tego jako, bo życzę temu miastu
dobrze. Zasługuje na to, żeby być jedną ze znanych i pięknych
europejskich stolic. Jego niebo, jego obłoki, jego architektura posłużą
za oprawę wielu twórczym poczynaniom ludzkiego umysłu, bo niezależnie od
moich prób wytłumaczenia, należy przyznać moc sprawczą duchowi tego
grodu". Słowa te przyczyniły się do wielu dyskusji, nawet
nieprzychylnych poecie, ale jednak ich dyskurs wykroczył poza ciasne
partykularyzmy narodowe. Myślę więcej - Czesław Miłosz był człowiekiem
odważnym w tym, co robił, bo nie bał się mówić o rzeczach drażliwych i
niepopularnych. Nie ukrywał fascynacji literackich, zwłaszcza
zanurzeniem w literaturze romantycznej i wprost w twórczości Adama
Mickiewicza czy Jarosława Iwaszkiewicza. Ale największym odkryciem dla
mnie było wydanie po polsku "Historii Literatury Polskiej" napisanej
jako skrypt dla studentów amerykańskich. Takiego oddechu ,wobec własnej
przeszłości, nie powstydziłby się niejeden historyk literatury, a
zwłaszcza w kontekście na ogół nudnych akademickich podręczników
krajowych. Ale wracając do Twojego pytania o zasadności prapoczątków i
kontekstów poety. jeżeli chodzi o Unię polsko-litewską. Unię zawierali
władcy, a podlega ona ocenie wykrystalizowanych narodów Polski i Litwy w
XX w., które mają swoje zaszłości, dotkliwą niewolę i nowożytną
świadomość narodową, w obliczu której trudno mówić o restytuowaniu
czegoś co w średniowieczu tworzyło podwaliny feudalnej państwowości.
Doskonale zdawał sobie z tego sprawę Czesław Miłosz, próbując jedynie,
jak się można łatwo domyślić, uściślić terminy: Wielkie Księstwo
Litewskie, „ Litwa gniazdowa", racjonalizując tutaj stosunki
"etniczności" wobec granic państwowych, które nie zawsze pokrywały się w
naszej części Europy. Nie zapominajmy, że Czesław Miłosz przez większość
swego życia był wykładowcą na uniwersytecie. Jego książki, zwłaszcza
eseistyczne, mają charakter wykładu, stąd są one cennym materiałem
dydaktycznym. Dodam, że z moich rozmów z ukraińskim poetą na emigracji
Bohdanem Bojczukiem , który mieszka w Nowym Jorku, wiem, że Czesław
Miłosz był popularnym poetą w Ameryce. Wszystkie uszczypliwości wobec
noblisty jakie nagromadziły się w Polsce ,w świetle tamtych osiągnięć,
są małostkowe i świadczą raczej o ludzkiej próżności.
Z . K . Również w zupełności się zgadzam z takim postawieniem sprawy.
Ale jeszcze Cię troszkę sprowokuję i zapytam ,czy mógłbyś się
ustosunkować do trochę innej kwestii , o czym zresztą jest mowa w
książce pt. "O tożsamości polskiej" (Wydawnictwo Literackie 1988 ) -
Jest to książka dość pojemna i kontrowersyjna momentami ,Janusza Tazbira
i (trochę) Adama Piskora ,gdzie Adam Piskor snuje takie oto dygresje od
pogaństwa po konfesje , mniej więcej mówi tak: pogaństwo to między
innymi składanie czci bożkom, drzewom ,w których widzi się bóstwa spoza
światów ( co jest oczywiste!), a dziś można powiedzieć, czyli jest
pozaklinana siła w symbolach co wiąże się wprost z przypisywaniem
niektórym rzeczom mocy magicznej. Przytaczam to nie bez kozery, gdyż
dalej ten sam autor mówi, że : "w prawosławiu jest też coś bardzo
podobnego (sic!) Jest, bowiem bardzo piękna liturgia i również bardzo
wielkie przywiązanie do symboli..." - To, co mówi autor znajdziemy w w/w
książce w rozpoczynającym się rozdziale pt. "Skąd przychodzimy". Można
tutaj także sparafrazować, za co ja z góry przepraszam - tym nie mniej
przytaczam autora, gdyż być może on o czyś zapomniał (?), być może o tym
,że z natury prawieku wszyscy przyszliśmy z pogaństwa ,ale rzecz jasna z
chwilą stania się homo – sapiens ,co pokazało się przynajmniej 5 tysięcy
lat przed nasza erą a w "Starym Testamencie" przeszło do "Nowego
Testamentu" z Chrystusem, stawaliśmy się w ostatecznym rozrachunku
humanistami ,szukającymi konkretnego ale jednego Boga i mocy Jego
chociażby w drugim człowieku. Dlatego antropologicznie człowiek stawał
się h o m o s a p i e n s od chwili pojawiania się wyobraźni i już
szukał wpierw wokół siebie a później na niebie... Jest jasne, że chciał
jakoś czcić życie i swą obecność... Pragnę paradoksalnie postawić tu
kwestię, że antropologicznie nie chodzi tutaj tylko o tworzenie się
tożsamość jakiejś jednej w swoim rodzaju, bo to zbadane jest i zapisane,
ale idzie o budzenie się innych wspólnot, grup i społeczności, które do
dziś zamieszkują na wielu innych pograniczach, a które chociażby jak
nasze słowiańskie pogranicze razem szły zawsze do Boga i nie musiały
zgadzać się konfesyjnie tak do końca ze swoimi pierwszymi imaginacjami,
a to jest już w obu "testamentach" a po przez takie
czy inne nawarstwienia i sposoby w potrzebie bytu zmieniały retoryki co
kreacji w jednym sacrum. Zatem kontynuując dodam -wiemy, że prawosławie
wschodu pochodzi z Bizancjum, czyli Grecji(?)Bałkanów... Ale jak to się
stało naprawdę, że chrześcijanie już ok. X wieku wyraźnie już podzielili
swoje konfesje. Czy dlatego, żeby było tylko inaczej, czy jest coś
ważniejszego, o czym powinniśmy wiedzieć? Chociażby od św. Cyryla i
Metodego...
T . K . Wydaje mi się , że nie należy dokonywać zbyt uproszczonych
rozważań na temat wpływów geopolitycznych na świadomość. Również mylne
mogą być opinie o istnieniu w chrześcijaństwie jakiś reliktów
pogańskich, a zwłaszcza w areale cerkiewno - słowiańskim, który jakby
był mniej podatny na chrystianizację i starał się zatrzymać stare
obrzędy kultowe, wyznając jednocześnie chrześcijaństwo. Religia nazwijmy
ją "przedchrześcijańska" u Polan miała zapewne jakieś cechy
politeistyczne, ale wiemy o nich niewiele, natomiast to, co przetrwało w
etnokulturze nie musi być pochodzenia rodzimego, a może okazać się formą
nabytą w trakcie rozwoju narodu na przestrzeni dziejów. Duchowość
prawosławna wywodząca swoje korzenie teologiczne z Bizancjum i kultury
grecko – helleńskiej, ściśle opiera się na Biblii i wspólnej tożsamości
kościoła wczesnych wieków chrześcijaństwa do jego rozłamu w 1054 roku.
Jest tak, że te naturalne sploty duchowości prawosławnej tkwią przez
Bizancjum w wykładni o chrystianizacji Słowian w ich rodzinnym języku.
Stąd język starocerkiewny został wprowadzony w Bułgarii, a następnie nad
Dnieprem w 988 roku, dał impuls ku rozwojowi tej rodzinnej kultury
takiej jak księgi liturgiczne, latopisy, modlitwy, pieśni religijne...
Pogranicze etniczno –ukraińskie było terenem, gdzie zetknęło się
zachodnie i wschodnie chrześcijaństwo ze sobą, a św. Cyryl i Metody
odegrali tu bardzo ważna rolę... Wiemy o tym, że na styku kultur i
kościołów mimo odmienności, dochodziło do ciągłego i nieprzerywalnego
dialogu, czego przykładem może być Unia brzeska w 1596 roku. Starano się
zachować tolerancję i umiar, chociaż pojawiło się wobec naszego
pogranicza pojęcie Polski jako przedmurza chrześcijaństwa, a przecież
"za murem" rozciągało się dalej chrześcijaństwo, bardziej pojemne, bo
przecież prawosławne, Rosja czy Ukraina to są wielkie organizmy
etniczne. Chcę zwrócić uwagę na fakt kształtowania się tożsamości
duchowej Rusi a następnie Ukrainy poprzez klasztory. W Grecji to były
całe zespoły klasztorne Świętej Góry Athos, na ziemiach ukraińskich są
to zgromadzenia mnisze zwane ławrami. Słynna Ławra Kijowsko- Peczerska w
Kijowie czy Ławra w Poczajowie na Wołyniu, stały się kolebką i ostoją
myśli teologicznej wschodniej i wpłynęły na świadomość religijną
Ukraińców. A jakie miejsce w tym teologicznym tyglu zajmowało pogaństwo?
- trudno doprawdy jednoznacznie powiedzieć, a gdybyśmy patrzyli z tego
właśnie punktu widzenia - to "Pieśń świętojańska o Sobótce” Jana
Kochanowskiego jest chyba fikcją literacką poety z wieloma elementami
pogańskimi. Tak samo obrzęd "Dziadów "Adama Mickiewicza, jest bardziej
dziełem kuźni romantycznej niż przywołaniem reliktu
przedchrześcijańskiego pogranicza.
Z . K . Może teraz wróćmy do Twojej twórczości? - Twoja poezja, jest
dziś bardzo cenna z wielu powodów. Pisana jest z autopsji i z takiego
punktu niezależnego patrzenia dalej choćby i na te sprawy, o których
tutaj w postaci wykładu powiedziałeś, także o samym Czesławie Miłoszu.
Co tak naprawdę dziś jest ważne dla Ciebie, jeżeli idzie o własną
twórczość? – Na pewno to, że mieszkasz tutaj, jest to ok/ 70 km od
Lublina, jesteś zasymilowany z tym regionem. Mówię o niej "dumną”, bo
działo się tutaj na pograniczu wschodnim i wyżej aż po Litwę, bardzo
wiele. A więc, Twoja świadomość w tym i ta naukowa, jakby bada wciąż
kwestie i inne zależności kulturowe. To tutaj było tak, że zakwitał
często "mord na mordzie" jak pisze wybitna poetka pochodząca z Bełcząca
k/ Czemiernik Marianna Bocian. Ale też nastąpił czas krzepnięcia i
powstały nowe konfesje, i nastał czas tęsknoty po tym radosnym bólu.
Mówię tak, żeby poprosić Cię o dalsze inne tak ciekawe wypowiedzi tyle,
że bardziej już na swoim organizmie, bo i stosunkowo mało się pisało o
tym, a i objaśniało komukolwiek, kto chciał o tym wiedzieć. Teraz nastał
chyba dobry i najlepszy czas, gdy kultury pogranicza łączą ręce i
siły... Natomiast wracając do Twej poezji do jej semantyki i innych
działań twórczych już wiemy, że z racji pochodzenia swego, które jest
też i moim pochodzeniem tworzysz w niebywałej harmonii z duchem tej
ziemi i to jest bardzo pożyteczne z zachowaniem tego na przyszłe
pokolenie. Osobowość Twoja, na pewno jest dobrze umieszczona w
korzeniach tej krainy. Ale ja chciałbym pokusić się o pytanie, a
mianowicie, co z ekspansją Europy – ona już wraca i wnet tu będzie, ale
na powrót już inna. Czy są jakieś zagrożenia dla etniczności z tego
tytułu?
T. K . Moja twórczość zawiera się w zbiorach wierszy , tłumaczeniach
oraz krytyce literackiej. Dużą część mojej publicystyki zawierają
stronice gazety "Nasze Słowo", której byłem wiernym pracownikiem na
przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.Wracam do tego z
sentymentem bo gdyby zebrać te publikacje w jedną całość, byłaby to
zadziwiająca kraina aktywności autorskiej i redaktorskiej, oczywiście to
jest takie powiedzenie metaforyczne...Moje Podlasie, gdzie mieszkam,
bliskie jest też gniazdowisku poetki Marianny Bocian, którą za życia
znałem, o której tu wspomniałeś jako jej wieloletni przyjaciel.
Niedalekie, bo w Radzyniu Podlaskim, jest siedlisko artysty malarza
Marka Leszczyńskiego, który użyczył mi swoich obrazów do okładek moich
książek, o którym i ty znając jego malarstwo pisałeś. Zerwanie z
Warszawą i z redakcją "Naszego Słowa" nastąpiło w 1988 r., kiedy
postanowiłem swoje twórcze życie przenieść na stałe do Holi. Profesor
Michał Łesiów tworząc na UMCS w 1993 roku Zakład Filologii Ukraińskiej
zaproponował mi zajęcia z wiedzy o kulturze Ukrainy, a następnie
życzliwie przyjął mnie na etat asystenta, a po obronie pracy doktorskiej
na stanowisko adiunkta. Ta konkretna propozycja profesora spotkała się z
moimi głębokimi przemyśleniami na temat , czy poprzez pracę na uczelni
nie zostanie odebrane mi źródło poezji – rządzące się przecież poczuciem
szeroko rozumianej wolności, a w moim indywidualnym przypadku ulubioną
samotnością i bezsennymi nocami .Ta obawa trochę sprawdziła się, bo
tomiki: „Dwa listy do nocy" z 1999 roku i "Długą rozłąką" z 2005, dzieli
sześć lat przerwy, gdy między tomikami z lat dziewięćdziesiątych są
najmniej przerwy trzyletnie. Mieszkając w Holi i w Lublinie na tej, jak
nazywasz,”dumnej ziemi" zastanawiałem się nad kondycją pisarza spoza
środowiska twórczego. Co prawda należę do Związku Literatów Polskich
Oddz. w Lublinie, jednakże moja twórczość powstająca w języku ukraińskim
jest jakby nieczytelna i myślę , że mój udział we wspólnocie literackiej
regionu jest raczej marginalny.
A nawet wydaje mi się, że niewiele o mojej twórczości wie czytelnik na
Ukrainie (?) -Pocieszam się, więc myślą, że tworzę dla kilku wiosek pod
Włodawą ( uśmiecha się). Stan ten chciałbym zachować, bo oddaje on w
pełni substancję mojej mniejszości narodowej ukraińskiej na Podlasiu i
Chełmszczyźnie, która mieszkała tutaj od zawsze, a wytwarzając własny
ryt językowo – religijny i kulturowy przyczyniała się do rozwoju i
rozkwitu ducha tej ziemi. Nie czuje się osamotniony w swej podlaskiej
"pustelni", przywołując często geografię literatury ukraińskiej, gdzie
na jej obrzeżach mieszkają różni poeci, piszący w języku ukraińskim w
otoczeniu innego języka.
Z . K . Może w kontynuacji Twoich działań i inspiracji z racji
zainteresowań humanistycznych powiesz coś o sacrum w sztuce Waszej z
żoną działalności społecznej, o opiece nad stworzonym przez Was
skansenem i holeńską piękną XVII wieczną cerkwią. Jesteś znawcą sztuki,
ikon, masz kontakty z malarzami i rzeźbiarzami i twórcami w
regionie...Pozwól, że przytoczę na to zagadnienie sekwencje o pięknie z
wiersza Czesława Miłosza bowiem jest jakimś takim naszym ulubionym
autorytetem w tej rozmowie.
(...) piękno jest silne
(...) Niezbyt się szerzy i spopiela obszary bytu
Strojąc się w barwy i kształty, które udają istnienie.
I nikt by go nie rozpoznał, gdyby nie jego brzydota.
(...)
T. K. Wielki poeta Czesław Miłosz był tutaj już przywoływany, ale skoro
pojawia się znowu, z racji Twojego piętrowego i trudnego dla odpowiedzi
pytania, pozwól na tę kwestię jeszcze jedno moje przemyślenie. W
tłumaczonej przez Czesława Miłosza „Apokalipsie” z 1998 roku są
wstrząsające ilustracje Jana Lebensteina tworzone w latach 1983-1985.
Obraz "Apokalipsy" przedstawiony przez tego plastyka w kontekście
tłumaczeń noblisty ma znamiona świadomości metahistorycznej. Sztukę
cerkiewną na ziemiach ukraińskich postrzegam jako dziedzictwo duchowe o
nieprzemijającej wartości, również w kontekście metahistorii. Surowe, w
stylu ukraińskie ikony powstałe na styku chrześcijańskiego wschodu i
zachodu, w XVII- XVIII wieku nie można oddzielić od metahistorii. Ich
twórcy parabolicznie posiadali natchnienie podobne do tego, które
otrzymał Jan Lebenstein ilustrując przekład "Apokalipsy" Czesława
Miłosza. Sztuka sakralna w przepięknej cerkwi holeńskiej, a także w
innych miejscach na Podlasiu, takich jak: prawosławny klasztor pod
wezwaniem Świętego Onufrego w Jabłecznej, czy stara cerkiew w Hannie z
galerią uduchowionego malarstwa a zwłaszcza z polichromiami malowanymi
na płótnie i klejonymi na drewnianych ścianach to przykłady bogactwa
duchowego ziemi łączącej w sobie różne cechy formalne. Kilka ikon, które
dane mi było widzieć w zbiorach prywatnych na Podlasiu ukazują klucz do
pełniejszego zrozumienia tego, co działo się tutaj w sztuce sakralnej
przez wiek XVII i XVIII. Tutaj na Podlasiu podkreślał to być może
wolniej płynący czas, niespieszność życia ludzkiego rozsianego po
leśnych stronach i duchowość, która tutaj trwała jak siedem złotych
świeczników gorejących światłem, z obrazów Jana Lebensteina. Tym tropem
idąc można podążać jeszcze głębiej szukając szerszego natchnienia. I to
jest to piękno, o którym mówi Czesław Miłosz, które przytoczyłeś słowami
jego wiersza ,szeroko pojęte i cenne nie tylko dla samego sacrum.
Z. K . Pozwolisz ,że oddalimy się trochę od centrum sacrum i jakby na
oddech dopowiedz o umocowaniu sztuki nie tylko tej ukraińskiej w
stosunku do swych rodzinnych koniugacji. Wiadomo, że Twój brat Tomasz
Karabowicz maluje, jest już znanym artystą malarzem. Ukończył Akademię
Sztuk Pięknych w Warszawie. Tomasz miał wiele wystaw indywidualnych i
zbiorowych, cennych i ważnych w kraju i poza granicami Polski, na stałe
zamieszkuje na Podlasiu i tworzy jednocześnie w warszawskim środowisku.
Te umocowania senso -stricte, jak wiem, humanistyczne w Waszej rodzinie
są jakby poszerzone ku tradycji dla przyszłych potomków rodu. Dodam, że
według mnie te twórcze zainteresowania artystyczne mimo wszystko
uzupełniają się jakby nie mówić w treściach i podmiotach tworzenia,
chociaż działacie osobno, daje to także do rozumienia, że talenty są
rozdawane w rodzinie, która również ma tradycje w sobie zakodowane nie
tylko genetycznie, ale i kulturowe. Może powiedz trochę o Tomaszu i jego
podmiotach twórczych zanim przejdziemy do dalszych kwestii?
T . K . Mój brat Tomasz istotnie jest wziętym malarzem a jego sztuka
poprzez portrety i martwe natury jest wyrazista i ceniona w środowisku
artystycznym. Posiada on dar przedstawiania duszy człowieka, lub samego
przedmiotu. Tomasz przeciwstawia się komercjalizacji sztuki, malując
swoje obrazy długo i z ogromnym zaangażowaniem. Protestuje przeciwko
centralizacji sztuki zaszywając się na całe miesiące w pracowni na wsi
lub w Warszawie, i wówczas ma czas na malarstwo, tworząc obrazy o dużych
formatach, np. cykle martwych natur o zaskakująco szlachetnym świetle i
kolorystyce z przewagą surowej bieli lub sieny palonej. Kilka wystaw
ujawniło autonomię jego sztuki, a porównywałbym ją z ambiwalencją do
odczuć romantycznych wobec niezmiennych głębi kosmosu. Natomiast jego
autoportrety przybliżają się do ideału renesansowej pełni „człowieka
kosmicznego", gdzie witalizm człowieka wpisany jest w ruchome koło
męczarni ziemskich. Wydaje się, że chodzi tutaj o sam akt twórczy, z
którego pulsuje patos olśnienia. Jest to na wskroś poetyckie działanie,
trzeba tylko temu się przyjrzeć i uruchomić wyobraźnię... Metafizyczne
pejzaże, które namalował Tomasz przypominają od złudzenia naturę, a
uderzające jest tu podobieństwo z żywym krajobrazem, który mnie
zatrważa, bo chce się wejść w te obrazy i tam pobyć, pochodzić,
pomilczeć, pozostając integralnym składnikiem duchowym natury, także tej
twórczej. Prawzór,o który pytasz, ma rozległą symbolikę w piękności
ziemi i całej nieskończoności człowieczej, w mistycyzmie życia, jest to
krok do sceny biblijnej o stworzeniu raju, Adama i Ewy.
Z. K . Proszę wróćmy zatem do Twojej poezji i pójdźmy jeszcze dalej bo w
kwestię tłumaczeń ,które tak samo jak malarstwo są naszą duszą i
zwierciadłem logo wypowiadanym trochę inaczej ,być może bardziej
konkretnemu miejscu i samego odbiorcy. No i są inną podmiotowością, tej
czy innej przynależnej jakby innemu statusowi społecznemu, duszy, której
skrzydło, właśnie to drugie, także trzymasz. W książce Wiry Wowk przez
Ciebie wydanej są tłumaczone z języka ukraińskiego jej wiersze na język
polski, są tam kwestie, co do samotności w poetyckich odniesieniach
metaforycznych. Przypomnę,że poetka ta tłumaczyła na swój ojczysty język
wielu poetów świata, a między innymi wiersze: Pabla Nerudy, Frederica
Garcii Lorci, Rabindanatha Tagore, Stefana George'a i wielu innych
znanych. Jest tam takie oto motto do tego tomu:
"Tragedia dla poety: wypisane pióro,
Skończył się papier. I atrament wysechł.
Nie jest ważne, że w Aleksandrii
Spalono jakąś bibliotekę
- To cytat o rozpaczy, rozpacz się zaczyna tam, gdzie pojawia się
poezja. Jak cytat ten z tomiku poezji pt." Miłosne listy księżnej
Weroniki"(1967) możesz odczytać? - Ty jako poeta tej ziemi odnieść się
do jego treści, jako tłumacz poeta wchodziłeś w metafizykę treści, jako
osoba bytująca w takim podobnym odosobnieniu, może w tym cytacie
odczytujesz jakieś dygresje do siebie, czy jest to coś podobnie
tematycznie, co do Twej sylwetki? - Dlaczego właśnie ta, a nie inna,
autorka była tłumaczona przez Ciebie?- Co znalazłeś w jej dramacie
bliskiego?
T. K . Wira Wowk –to ukraińska poetka emigracyjna urodzona w 1926 roku i
żyjąca w kilku kulturach: ukraińskiej, polskiej przed 1939 rokiem,
niemieckiej w czasie wojny, portugalskiej w Brazylii po 1945 roku. Jest
tłumaczką z języka portugalskiego, niemieckiego i hiszpańskiego.
Wykładała ona literaturoznawstwo porównawcze i język niemiecki na
Katolickim Uniwersytecie Świętej Urszuli i Federalnym Uniwersytecie w
Rio de Janeiro w Brazylii. Tłumaczyłem jej wiersze na język polski i
tutaj wydałem w 2003 roku tomik pt. "Miłosne listy księżnej Weroniki”, a
w 2005 roku moja studentka napisała o tej poetce pracę magisterską.
Zadziwiające jest iście tragiczne pojmowanie kultury przez Wirę Wowk w
obliczu zagłady jakby niesionej przez pustkę i próżność człowieka. Jest
tu analogia do tego co stało się z Biblioteką Aleksandryjską .Ale jest w
tym wierszu także taki optymizm, gdyż bohater liryczny wiersza nie zważa
na zagładę Aleksandrii, a jako stróż współczesnych mu czasów, żyje
własną tragedią wypisanego pióra i brakiem papieru.
Z. K . To coś jak z Ciebie ,dlatego jakby bratnio zająłeś się tymi
poezjami i tłumaczeniami? Pozwól, może na chwilkę jeszcze wejdźmy do
Twej poetyki, bo to będzie się wiązało z kolejnymi pytaniami, bo i też
przytoczymy w dalszej części rozmowy Twój wiersz. Ale powiem, bo znam
Twoją poezję, że czuje się tu taką modlitwę "samotności" i dumę z tej
samotności, a jednocześnie pokorę, bo wiersze Twoje są też spowiedzią do
świata, który otacza, ale i w jakiś sposób zagraża jego części? - Jest
Twoja poezja (przynajmniej na użytek tej pojemnej rozmowy), taką szeroko
pojmowaną świadomością i obawą, że wnet to wszystko może zatracić się,
lub spłonąć jak Aleksandria. Że ta bezkresna tutaj cisza, jako pojemne
paliwo, zostanie wessana i wydalona jako spaliny takim tłumikiem, nie
wiedzieć, kiedy?- Uważam osobiście, że jest w Twej poezji ta mądrość
pojmowania, choć nie widzę tutaj też cienia rozpaczy- nie! – Jest ta
poezja wartownią na straży duchowości zawieszonej nad siedliskiem
twórstwa kresowego i tych innych działań jakie podejmujesz wraz z Aliną.
Czy zechcesz może odnieść się do tych moich dygresji o rozumieniu Twojej
twórczości? Ale
wpierw zacytuję fragment wiersza z Twojego tomu poezji , który jest taką
deklaracją "Już dzień się nachylił do czterech krańców świata" (str.
147)
w mojej poezji gnieździły się wygasłe krzyże
obnażone
i milczące
długo niecałowane
w ich osamotnionych pniach
mieszkały dzięcioły
w ich ramionach wspomnienie
jak krew zastygło
- Wydaje mi się ,że jest tutaj jakaś podskórna zgoda na stan dramatu
przemijania czasu, jest dotyk rzeczy osobistego miejsca – Proszę może
więcej powiesz sobie i nam w kwestii tej , jak ją nazywam, radosnej
tęsknoty...
T . K . Myślę ,że jednak trudno jest odnosić się do kwestii związanych z
własną drogą twórczą, a zwłaszcza w kontekście słów tego jedynego tekstu
tutaj przytoczonego i trochę zawiłego, który „spadł " na mnie z jakiegoś
tajemniczego natchnienia, i nie bardzo wierzę ,że to ja go napisałem,
raczej użyłbym stwierdzenia, że ten wiersz napisał się sam. Jest kilka
takich moich utworów, których współautorem jest ktoś jeszcze. Wygasłe
krzyże w mojej poezji są symbolem przeszłości, do której często wracam,
bo ona parabolicznie łączy mnie z przodkami, pejzażem dzieciństwa i
progiem rodzinnego domu. Stwarzając w Holi swój dom starałem się
przenieść jak na Arkę Noego w czasie potopu, coś charakterystycznego z
mojej osobowości dziedziczonej od przodków. Przeszłość jako kategoria
czasu istnieje w przestrzeni historycznej i kształtuje świadomość
narodów. - Gdyby nie takie symbole, jak choćby kozaczczyzna, nie wiemy
jak wyglądałaby nowożytna państwowość i tożsamość ukraińska. Stąd tak
ważną rolę odegrał romantyzm w literaturze ukraińskiej i wielkie utwory
Tarasa Szewczenki odwołujące się do przeszłości.
Z . K . No i wrócę jeszcze raz do tego co Teresa Zaniewska powiedziała,
ze jest trochę mitu starożytnego w Twoich poezjach. Nieustanny upływ
czasu przybliża jednak do tej szerokiej rzeki czasu, gdzie na brzegach
wyprane białe koszule, panny biegające boso szczebioczące jak ptaki,
ziemia jak ciepłe posłanie i zboża miodne wokół krzyży...Takie uniwersum
pamięci z "drzewiej" nie jako reprodukcja, ale zatrzymanie na
chwilę...Jednocześnie na dnie tej szerokiej rzeki Heraklita, którą
trudno przepłynąć leży gdzieś klucz do drogi powrotnej, żeby otworzyć
nim dom i próg przestąpić boso. Uważam, że poezja Twoja jest sumieniem
Twej dumy i radości bliskiej szczęściu i czekania na nie zapomnienie się
w nim, a może jakieś z tego powodu twórcze rozterki?
T. K . Te zaśpiewy, o których mówisz są miejscem zapamiętanym
metafizycznie. W mojej poezji prowadzą ku mistycznym toponimom. Istnieje
podobieństwo obrazu rzeki Heraklita, z Bugiem, jego połyskujące wody
skrywają przepastne zakola i czasem ciemne wiry. Ale bohater liryczny
moich wierszy ma swoje konkretne miejsce – są to strony rodzinne, bliżej
jest to ziemia mojego dzieciństwa Chełmszczyzna, przez którą płynie
rzeka czasu i do niej jest kierowana niejedna strofa, westchnienie
malownicze czy poetyckie zamyślenie. Symboliczna rzeka Heraklita ,o
której wspomina profesor Teresa Zaniewska, ukonkretnia rzekę przemijania
lecz nie wyznacza istoty mojej poezji. Mam świadomość dawno
skrystalizowanej ojczyzny duchowej. Jest to jakby zadośćuczynienie za
to, ze urodziłem się i wychowałem w ścisłym kontakcie z metafizyczną
przestrzenia świata.
Z. K . Na zakończenie spotkania pozwól, że postawię pytanie
podsumowujące – A mianowicie : Co musi wiedzieć poeta żyjący w
określonym miejscu ,w takich nowych szybkich społecznych przemianach? -
Jak przedsiębrać dystans do całego otoczenia, i żeby z drugiej strony
nie popaść w zbytni sentymentalizm. Odpowiem trochę za Ciebie – na pewno
jest to odpowiedzialność ściśle indywidualna, ale i na pewno wezwanie.
Zatem co dalej?
T . K . Najlepiej, żeby poeta nic nie wiedział o świecie mając
świadomość swoich korzeni kulturowych. Celowo tak mówię, odczuwając
dystans do rodzinnej rzeczywistości. To też powiedziane jest w zaśpiewie
mojej rodzinnej ziemi. Ale tak naprawdę trzeba mieć dystans
determinacyjny, który odbywa się na płaszczyźnie duszy, to tutaj trwa
walka dwu światów, bo przecież mimo zdobyczy cywilizacyjnych człowiek
ciągle pozostaje osobą samotną i raczej u mnie wynika ze świadomego
wyboru życiowej drogi. Moja poezja czynnie mówi o sposobie bycia, ona
płynie obrazami z serca przez rzekę Heraklita tyle, że moja woda w tych
meandrujących brzegach płynie trochę wolniej.
Z, K . Najserdeczniej Ci dziękuję ,gdyż był to równie cenny wykład na
pograniczu ale jakby omówiony na Uniwersytecie.
- z Tadeuszem Karabowiczem w Holi
rozmawiał Zbigniew Kresowaty
|
|
|
Zbigniew Kresowaty - KreZbi |
|